Prozę Coetzee poznałam w liceum. To była „ Hańba ”. Mocne uderzenie. Przeczytałam ją raz, a potem zaraz drugi. Emocje emanujące z tej ksi...

„Dzieciństwo Jezusa”


Prozę Coetzee poznałam w liceum. To była „Hańba”. Mocne uderzenie. Przeczytałam ją raz, a potem zaraz drugi. Emocje emanujące z tej książki były tak silne, że zupełnie mnie obezwładniły i napełniły lekiem. Mądrość przekazana prostym, surowym stylem  i opis przeszywającej samotności, nieuchronności upływu czasu, który przewartościowuje nasze decyzje, postawy i wybory. Moje oczekiwania wobec „Dzieciństwo Jezusa” były zatem bardzo wysokie.

W warstwie fabularnej jest to opowieść o mężczyźnie o imieniu Simón i pięcioletnim chłopcu Dawidzie, którzy przybywają łodzią do brzegów pewnego kraju. Może jest to Hiszpania, a może Kuba. Nie wiemy. Nie wiemy też kiedy toczy się akcja, wszystko spowija mgła zapomnienia. Dlaczego właściwie byli w obozie w Belstarze? Co stało się z matką chłopca? Stare zostaje w niepamięci. Odcinamy się od przeszłości i rozpoczynamy nowe życie. „Nie jesteśmy osobami, które cierpią z powodu wspomnień” [66] Przejście. Morze Czerwone. Morze Sitowia. Jordan. Chrzest. Imiona zostają przybyszom nadane urzędowo, dostają też pokój, potem mieszkanie. Mężczyzna znajduje pracę w dokach, dobrze zarabia. Novilla to miejscowość, gdzie każdy zaczyna od nowa. „Jesteśmy tu z tego samego powodu co inni. Dostaliśmy szanse, żeby żyć, i przyjęliśmy ją. To wielka rzecz życie.” [23] Ale jakie jest to życie? Ludzi zachęca się do wyzbycia się przeszłości, uczuć i wiary. Utopijna wersja świata, gdzie dostępne jest prawie wszystko … oprócz emocji i pragnień. Zupełne odrealnienie. Spokój i ascetyczny porządek nowego miejsca jest dość przerażający. Miałam wrażenie, że to miasto duchów. Mimo, że wszyscy są mili, uczynni to czuć chłód. Widzimy ten świat oczami Simona, mężczyzny po czterdziestce, który postanawia za wszelka cenę znaleźć matkę Dawida. To bardzo emocjonalny człowiek, typ zaangażowany. Nie potrafi przyjąć punktu widzenia innych mieszkańców, że jest jak jest i jest dobrze, a skoro jest dobrze to po co to zmieniać?  Prowadzi go pożądanie. Szuka namiętności, szuka emocji w innych. Nie rozumie dlaczego ludzie wyzbyli się wszelkich pragnień, potrzeb kontaktów cielesnych i bliskości z drugim człowiekiem. On ciągle ma w pamięci resztki wspomnień, które próbuje ocalić. To jak walka z wiatrakami. Nowe życie niesie ze sobą wolność, nową tożsamość, ucieczkę przed problemami, ale Simón tego nie chce.
Centralną postacią nie jest jednak Simón, ale Dawid - inteligentny, bystry chłopiec. Dla mnie, z każdą stroną książki, coraz bardziej mroczny. Jego ciekawość świata, zmienia się stopniowo w krnąbrność, nieposłuszeństwo i bunt. Kwestionuje przyjęte prawdy, zadaje niewygodne pytania o sens człowieczeństwa, o przyczynę  i szuka odpowiedzi. Chce wskrzeszać umarłych i ratować chorych. Nie godzi się na brutalność świata i na porządek jaki nim rządzi. Widzi między wierszami. Dostrzega niewidzialne. Tak jak jego ulubiony bohater literacki, Don Kichot, ucieka w świat wyobraźni i fantazji i tak jak on (a także Simón) skazuje się na niezrozumienie i na izolację. Język. Narzędzie, które powinno uławiać porozumiewanie się, komunikację, wyrażanie uczuć,  tu jest barierą - dla Simona, ze względu na wiek, ale i dla Dawida. Malec, choć nauczył się czytać i liczyć, ukrywa ten fakt. Woli posługiwać się swoim wymyślonym językiem i znakami. Może to kaprys dziecka, a może manifest indywidualizmu?

Proza Coetzee kipi symboliką, która miesza się ze strefą realną. To na swój sposób parabola, choć nie do końca. Ewidentna paralela z biblijną historią Jezusa, choć tak naprawdę czytelnik znajdzie tyle samo podobieństw, co elementów, które takie przyporządkowanie uniemożliwiają. Crux interpretum. Autor jest przewrotny, prowokujący i obrazoburczy. Zestawia istotę kupy z istotą idei, poddaje krytyce ciężką fizyczną pracę, pokorę, nierozerwalność biologicznych więzi matki i dziecka, kwestionuje chrześcijańskie wartości. Pojawia się tu wiele pytań, ale pytań samotnych, bez odpowiedzi. Paruzja. Oto przychodzi Pan, aby zwieńczyć historię zbawienia, ale trafia do świata, gdzie nikt nie oczekuje miłosierdzia i zmycia grzechów, uczucia pokrył lód. Brzmi znajomo?

J.M. Coetzee, „Dzieciństwo Jezusa”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013

1 komentarz:

  1. Przeczytałem już raz "Dzieciństwo Jezusa" i zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie, mam zamiar wkrótce jeszcze wrócić do tej książki. Uderzyła mnie jej głębia i mnogość odniesień. Moim zdaniem to jedna z najlepszych powieści Coetzeego.

    OdpowiedzUsuń