Do napisania te recenzji podchodziłam dwukrotnie. Pierwszy raz mnie więcej po dwustu stronach, przy historii o Staszku. I myślę wtedy: jak...

Katarzyna Bonda kontra kryminał szaradziarski

Do napisania te recenzji podchodziłam dwukrotnie. Pierwszy raz mnie więcej po dwustu stronach, przy historii o Staszku. I myślę wtedy: jak ja chciałam, żeby ta książka mi się podobała. No bardzo. „Pochłaniacz” rozbudził mój apetyt, było w nim tyle dobrego tekstu, tyle wątków. W planach Bonda ma cztery części, trzeba wyprzedzająco wypełnić przestrzeń fabuły, zostawić sobie jakieś możliwości ucieczki i rozwoju. Przemówiło to do mnie. Polubiłam Załuską, głównie za tę jej nieudolnie okazywaną postawę twardej baby. Naprawdę śmieszne i ciekawie naiwne, a może to taka przykrywka, maskująca strach. Rozwojowe. Po drugie lubię jak Bonda opowiada o swoim pisaniu, o tym jak powstają jej książki, jak odprawia te swoje archeologiczne wyprawy w archiwa, w zapadłe dziury, wskrzesza umarłych, odprawia literackie egzorcyzmy. To buduje moje uznanie, ale co z tego? Zawsze można przedobrzyć. Tak było po dwustu stronach. Potem zaczął się czytelniczy jogging, miłe uczucie i zakończenie mnie zaskoczyło, dało apetyt na tom trzeci. Mimo wszystko dało.


Okularnik” to cegła, tak jak jego poprzednik. Załuska podażą za duchami przeszłości i trafia na prawdziwe bagno tajemniczych morderstw-zniknięć w Hajnówce. Porozrzucane kości, czaszki, uprowadzone panny młode, ubecy. Kryminał mógłby mnie totalnie oczarować, niestety momentami usypiał. Te połacie zdań, wkradające się znienacka, a przecież mogłoby ich nie być, mógłby trafić do innej książki, pod innym tytułem, bo to dobre pisanie jest, żadnego słownego cellulitu, ale po co tworzyć sztuczny tłum? Bonda mówi, że „literatura powinna wypruwać falki”, a zapomniała, że od nadmiaru zbiera się na nudności. Bo ja już nie wiem czy czytam kryminał, nawet na pewno nie. Zmusza się mnie do rozmyślań natury etycznej, o jakiś narodowych przepychankach, ale ja nie chcę. Chcę rozwiązać zagadkę, a Bonda z pełną premedytacją odchodzi od typowego kryminału szaradziarskiego i wsadza mnie w gąszcz zdań i historii jakiś przypadkowych, małoletnich narodowców i ksenofobów. Na czym ja miałam się skupić? Pewnie na tych kombinacjach? Wszystko przez dedykację? Bardzo chciałam, żeby mi się podobało. Momentami tak właśnie było.


Katarzyna Bonda „Okularnik” Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2015 

2 komentarze:

  1. Pochłaniacz również narobił mi smaków na kolejne części. Cóż zobaczymy jak będzie po Okularniku, którego mam zamiar niedługo przeczytać! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedzieć czemu, wszystkie powieści Bondy z Hubertem Meyerem pochłonęłam, a po zmianie bohatera nie mogę się przemóc by zabrać się za "Cztery Żywioły Saszy". Po Twojej recenzji, chyba muszę zmienić nastawienie.

    OdpowiedzUsuń