www,pixabay.com W nowej książce Alex Marwood „Zabójca z sąsiedztwa” znajdziemy odpowiedź na pytanie: co jest najlepszym lodołamaczem ...

Co w rurach piszczy – Alex Marwood „Zabójca z sąsiedztwa”

www,pixabay.com
W nowej książce Alex Marwood „Zabójca z sąsiedztwa” znajdziemy odpowiedź na pytanie: co jest najlepszym lodołamaczem oraz międzyludzkim spoiwem? Nie alkohol, nie uczucia, a kłopoty. Sześciu mieszkańców obskurnej kamiennicy przy 23 Beulah Grove poszukuje w życiu przede wszystkim prywatności, tak na pierwszy rzut oka. Colette ucieka przed byłym chłopakiem i konsekwencjami świadkowania morderstwu. Hoessein irański lewicujący „pisarz”, książę Persji łamiący kobiece serca i obijający się w próżni azylanta, nie obywatela. Vesta, najstarsza z mieszkańców, tak wiekiem jak i stażem zamieszkania, żyje przeszłością i niespełnionymi marzeniami. Cher, piętnastoletnia uciekinierka, wywabia swoją obecność i opróżnia portfele innych. Gerard, muzyk z ostatniego piętra, być może cierpiący na wycofanie społeczne. Thomas, nieco zdziwaczały pracownik agencji zatrudnienia, ujmuje grzecznością, prawie niewidzialny, wysyłający słabe sygnały. Wypełniając ankietę zadowolenia każdy z nich, jako powód wyboru miejsca zamieszkania wypisywałby za pewne:
a) desperacja
b) strach
c) konieczność
d) przyzwyczajenie
e) powody polityczne
f) tak wyszło
Całą szóstkę łączą tajemnice oraz wyraźna niechęć do właściciela kamiennicy, równie obleśnego podglądacza, co spasionego zboczeńca. Jasne jest też, że ktoś z tego sekstetu to wielki fan egipskich technik mumifikacji ciała, krwawy esteta.
Pewnego dnia, po fali bawarek i stosie herbatników, kiełkuje w czytelniku nadzieja, że w tym pełnym nieufności (i fetoru) przybytku, nastąpi oryginalna kondensacja szóstki outsiderów w wielką rodzinę. Uważajcie na te momenty, bądźcie czujni niczym pinczery karłowate. Zwroty akcji to siła tej książki, ale i wielka pułapka. Pojawi się kolejny trup. Wspólny sekret dzielony na sześć. Wielki i obleśny, choć może nie tak jak ten kryjący się w rurach, bardziej cuchnący i makabryczny niż można sobie wyobrazić.
Marwood pisze bardzo udany mix kryminału, thrillera i rozważań socjologicznych. Stosując zabieg cliffhanger, zawiesza akcję w mistrzowski sposób, trzymając czytelnika w blokach i bawiąc się złośliwie pistoletem startowym. Zabiła/nie zabił? Zgwałci/nie zgwałci? Ma ciało w walizce/ nie ma ciała w walizce? Nie można przestać czytać, czuje się narastający niepokój i irytuje wyprowadzeniem w pole. Jest krwawo, momentami bardzo brutalnie. Sześć osób mimowolnie uwięzionych w ceglanym więzieniu, niczym w związku przemocowym. Wyizolowanych, uczepionych myśli, że innego świata nie ma, że nie można. Zagadka kryminalna schodzi na drugi plan. Gdyby tak otworzyć drzwi i opuścić Beulah Grove...

Alex Marwood „Zabójca z sąsiedztwa”, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2016


1 komentarze:

Riccardo Bresciani/pexels.com Okazuje się, że ktoś postanowił wykorzystać internet, aby poznać zdanie Polaków na temat obiektu czyt...

#PatrzCzytajMyśl odc. 2


Riccardo Bresciani/pexels.com
Okazuje się, że ktoś postanowił wykorzystać internet, aby poznać zdanie Polaków na temat obiektu czytania. Narodowego. Kilkadziesiąt lat temu, ktoś chciał naród uświadamiać w sprawach sztuki kochania. Kilka dni temu kobiety na świecie postanowiły podkreślić co myślą i czym/kim nie są. Marysia Organ pisze o przyjaźni, a Piotr Bucki o „skąpcach poznawczych”. A na koniec ... Jerzy Sosnowski ma vloga.

🎶
Marysia Organ jak nikt potrafi zamknąć momenty w słowach. Tym razem polecam jej wpis o przyjaźni. „Z fizyki pamiętam tylko jeden wzór. Przebyta droga dzielona przez czas, daje prędkość. Fizyczka nie wspomniała, że może chodzić o prędkość rozpadu znajomości. Kiedy odległość i czas krzyczą razem: sprawdzam, możesz tylko stać i przyglądać się, co zostało.” LINK
🎶
27 stycznia wychodzi na ekrany kin film o Michalinie Wisłockiej z Magdaleną Boczarską w roli głównej. Mama miała jakby rozdwojenie jaźni. Jedna Michalina Wisłocka to był człowiek, który dążył do celu po trupach. A druga była słabą, kochającą kobietką, którą łatwo zranić. Tę pierwszą znałam ja, rodzina, znajomi. A tę drugą znali tylko jej mężczyźni.” Wspominała córka Krystyna Bilewicz.
filmweb.com
     🎶
W weekend kobiety na całym świecie protestowały przeciwko ksenofobii, rasizmowi i seksizmowi jakie sączą się z wypowiedzi Donalda Trumpa. Cieszę się, że baby potrafią trzymać się razem i walczyć! To jest piękna siła i wielu powinno mieć to na uwadze. I do tego całkiem pokojowo…Gdzie byłaś Polsko? LINK
    🎶

Prezydent RP pyta suwerena, co chciałaby czytać. Na stronie www.prezydent.pl można wybrać lekturę kolejnego Narodowego Czytania 2017. Na liście: „Przedwiośnie” Żeromskiego, „pamiątki Soplicy” Rzewuskiego, „Beniowski” Słowackiego i „Wesele” Wyspiańskiego. Głosować można mailowo do 15 lutego. Warto zagłosować! LINK

 🎶

Brak krytycznego myślenia, brak umiejętności korzystania z ogromnych zasobów informacji jakie przed nami leżą, brak chęci zadawania pytań, szukania i kwestionowania. Signum temporis. Niestety. „Wiadomość (nie) od aktora Keanu Reeves’a do wszystkich (głupich) ludzi wstrząsnęła światem” od Piotra Buckiego. LINK

 
 🎶

Jerzy Sosnowski idzie z duchem czasu i ma vloga. Odcinek pierwszy Joe Alex "Jesteś tylko diabłem". Kryminał z cyklu. Książka rebus. LINK




 


 


 

 


0 komentarze:

Leśmian długo pozostawał dla mnie poetą polonistów . Wczytajcie się w jego wiersze. F aktycznie piękn e , poetycko wysublimowa ne , dusz...

Leśmian, poeta pomijany- 11 rzeczy które warto wiedzieć

Leśmian długo pozostawał dla mnie poetą polonistów. Wczytajcie się w jego wiersze. Faktycznie piękne, poetycko wysublimowane, duszne emocjami, zachwycały inwencją i szeleszczeniem, ale ja czułam, że stoi między nami mur mojej niewiedzy, że nie dotrę do tych wszystkich subtelnych znaczeń ukrytych w prostocie. Dla wielu przez lata pozostawał małym Bolkiem, marzycielem, a jego poezje jechały bocznym torem historii. Zbyt awangardowy dla awangardy, odpychany przez modernistów i traktowana z góry przez skamandrytów. Po wojnie cenzurowany, znowu „zbyt” dla wielu, zbyt oderwany od rzeczywistości, albo kaleczący rodzimy język. Dziś rozpoznawany, podziwiany, ale z jakiś powodów znowu ustawiany w szeregu za kimś. Cisza nad Leśmianem. Co na to Matka Boska? No cóż, wierzę, że wszelkie zakazy mają odwrotny od zmierzonych skutek. I tak jak Linda, psioczył nad „Powidokami”, co wielu wprawiło w szok, a prawdopodobnie filmowi przysporzy widza, tak nie-wybór Leśmiana na patrona 2017, przyczyni się do jego ponownej popularyzacji.
www.pixabay.com

1. PSEUDONIM
Bolesław Stanisław Lesman (tak został ochrzczony) pochodził ze znanej rodziny księgarzy warszawskich. Sam, naciskany przez ojca, ukończył prawo i tego nazwiska używał jako notariusz. Antoni Lange wymyślił za to jego pseudonim: Leśmian. Tak narodził się poeta, choć z tym narodzeniem były aż trzy wersje.
2. KIEDY?
Szperając w biografii można znaleźć co najmniej trzy lata wskazywane jako czas urodzenia Leśmiana: 1879 (wersja Brzechwy, taki rok widniej na nagrobku), 1878  i ten prawdziwy 21 stycznia 1877 r., w rocznicę Powstania Styczniowego.
3. BRZYDKI ON
Karykatura autorstwa E. Głowackiego, ok. 1934 r
Już ten wzrost niezwyczajnie, wręcz nieludzko mały, ta krasnalowatość Leśmiana czyniły z niego, w oczach jego współczesnych, kogoś czy nawet coś dziwacznego: jakiegoś stwora lub potwora właśnie trochę nieludzkiego i nietutejszego - ale tych, którzy przyglądali się Leśmianowi, dziwiły  w tym krasnalowatym stworze jeszcze inne rzeczy. Dziwne były stopy Leśmiana, chyba trochę za małe jak na człowieka, ale z pewnością za duże jak na krasnala.
Dziwne też były oczy, gdyż nie były jednego koloru i przybierały kolor - trudno powiedzieć dlaczego: czy decydowało o tym światło dnia, czy światło wewnętrzne - raz taki, a raz inny. Większość przyjaciół i znajomych Leśmiana twierdziła, że miał on oczy niebieskie albo siwoniebieskie albo w ogóle pozbawione koloru, jakieś wyblakłe, ale byli też tacy, którzy nie wiedzieli, czy to są oczy niebieskie czy brązowe
Dziwna była nawet łysina Leśmiana, bowiem, choć niewątpliwie była łysiną, to jakoś nie całkiem: było w niej (lub raczej: dostrzegano w niej) coś, co łysinie trochę zaprzeczało, będąc czymś raczej ptasim, niż ludzkim."

4. PSEUDONIM NR 2
To Leśmian był autorem pseudonimu swojego brata stryjecznego, Jana Leśmiana. Uważał, że „nie powinno być dwóch poetów o tym samym nazwisku”. Nazywam się Brzechwa”. Jan Brzechwa.

5. SPOSÓB NA PIENIĄDZE: SAMOBÓJSTWO, POGRZEB I DZIECI
Będąc jeszcze młodym poetą i chcąc się zapewne przypodobać Stanisławowi Przybyszewskiemu, zafascynowanemu śmiercią „królowi” dekadentów epoki Młodej Polski, wyznał mu podczas jakiejś pijackiej nocy, że nie ma po co żyć i wkrótce zamierza popełnić samobójstwo, jak inni przeklęci artyści tamtego czasu. Wyznawał chyba przekonująco, bo Przybyszewski mocno się zdziwił, spotykając go kilka dni później żywego i zdrowego na ulicy.
- Nie wiem jak… Nie mam czym tego zrobić…– sumitował się Leśmian.
- Kup rewolwer– radził mistrz.
- Ba, nie mam pieniędzy…
Przybyszewski natychmiast popędził do sklepu rusznikarskiego i już wieczorem wręczył Leśmianowi broń. Ale wieści o samobójstwie młodego poety jakoś nie nadchodziły. Przybyszewski nie wytrzymał, po tygodniu poszedł do mieszkania Leśmiana:
- Oddawaj pistolet!– zażądał w drzwiach wyraźnie zawiedziony.
- Kiedy nie mam. Przepiliśmy…– Leśmian uciekał od niego zmieszanym wzrokiem.
- Trudno– mruknął Przybyszewski z cieniem satysfakcji w głosie –i tak dobry z ciebie poeta, wprawdzie nie samobójca, ale przynajmniej alkoholik!”
Potem pojawiały się inne pomysły na zarobek: otwarcie zakładu pogrzebowego albo wydawanie (z Makuszyńskim) pisma dla dzieci.

6. KOBIETY
Życie erotyczne oraz miłosne Leśmiana to istny materiał na serial. Najpierw kuzynka Celia Sunderladówna, potem żona Zofia i wreszcie, a może pomiędzy Teodora (Dora) Lebenthal. Panie o sobie … wiedziały, a kochanki mieszkały nawet w tym samym domu. Małżonce poświęcił jeden utwór, Dorze cały tomik „Łąka” w tym słynne „ W malinowym chruśniaku”. Do tej ostatniej pisał soczyście w liście:
"Zlizuję brudziki z twoich nóżek wonnych i z kędzierzawki mięciuchnej, ślinię Twoje usteczka i piersiczki, wącham i liżę Twoją pupuchnę i czekam na list".

7. MAŁPIE JĄDRA
Leśmiana interesowały eksperymentalne metody Woronowa, naukowca rosyjskiego, przeszczepiającego mężczyznom małpie jądra. Podobno rewelacyjny sposób na podniesienie libido. Nigdy nie doszło do żadnych chirurgicznych zabaw.

8. WYDAWCA
Wszystkie książki Leśmiana zostały wydane przez Wydawnictwo Mortkowicza. Współpraca układała się bardzo dobrze, aż do Klechd polskich”, które redakcja zrozumiała jako bajki dla dzieci i chciał usunięcia elementów erotycznych. Wywołało to oburzenie Leśmiana i utwór ukazał się dopiero po wojnie, w Londynie. Pośmiertnie .

9. POETA NIEPRZEKŁADALNY?
Leśmian to koszmar tłumacza” pisał Barańczak Jak poradzić sobie z melodyjności, neologizacją i archaizacją języka poety? „Trupięgi”, „zagęstki”, „bezczas”, „zanieszumienie”. „Co tam leśmianizmy (Jasturn nazywał je „cudotowrami językowymi”) jak utrzymać niezwykła melodyjność wierszy? Córka poety potwierdzała, że ojciec najpierw stukał rytm, układał melodie, a potem w to wkładał słowa…

10. A WISŁOCKA
Jamnik Michaliny Wisłockiej wabił się Dusiołek. Lekarka uwielbiała poezję Leśmiana, a większość jego utwór znała na pamięć... 

11. WLAZŁ KOTEK NA PŁOTEK LEŚMIAN STYLE
Tuwim mimo, że na powitanie całował Leśmiana w rękę, to z ironią mawiała, że gdyby ten miał napisaćWlazła kotek na płotek” brzmiałby on tak:
Na płot, co własnym płoctwem przerażony
Wyziorne szczerzy dziury w sen niedopłocie,
Kot, kocurzak miauczurny, wlazł w psocie-łaskocie
I podwójnym niekotem sciga cień zielony…

Źródła:
Jarosław Marek Rymkieiwcz, „Leśmian. Encyklopedia”, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2001.
Adam Wiesław Kulik „Leśmian, Leśmian...”, Słowo/Obraz Terytori, 2008
Radio Olsztyn, Felieton Literacki 10.10.2013r., Włodzimierz Kowalewski
Ryszard Matuszewski wstęp do „Bolesław Leśmian. Wyboru poezji”, PIW 1987

PROMOCJA!

22 stycznia 2017 przypada 140 rocznica urodzin Bolesława Leśmiana!
Z tej okazji od 18 do 25 stycznia wszystkie dzieła tego autora oraz „Kalendarium Leśmianowskie” Jacka Trznadla do kupienia w księgarni PIW oraz na stronie www.piw.pl z rabatem 40%! 

2 komentarze:

Photograph EPIX Obejrzałam Berlina Station . Pierwszy odcinek nawet dwukrotnie, bo licząc na powolność, czyta łam równolegle ... we...

Berlin Station, czyli gabinetowe polowanie

Photograph EPIX

Obejrzałam Berlina Station. Pierwszy odcinek nawet dwukrotnie, bo licząc na powolność, czytałam równolegle ... western. Byłam więc jak kot starający się ustalić prawidłowy wektor i kąt jednoczesnego skoku z parapetu na podłogę i biurko. Wpadłam do kuwety. Trochę mnie zaskoczyli ludzie, którzy po prostu zaczęli się zasypywać ekran: szef (prześladowany przez zmęczenie, a może wypalenie), zastępca (konfliktowy), ta która aspiruje do bycia szefem (ambitna), agent tropiący, agent w akcji, jego informator (kochanek), agentka (kochanka), sekretarka (też kochanka), zdradzana żona, dziennikarka, enigmatyczny brunet i podwójni agenci.



SZPIEDZY, NIE KRASNOLUDKI
Berlin Station to serial szpiegowski. W roli głównej Richard Armitage, który podrósł i został idealnie obsadzonym agentem. Spokojny, niski głos, magnetyzował, ale szczerze mówiąc, teraz kiedy piszę tę notatkę i zamykam oczy, nie potrafię odtworzyć jego twarzy. Może za bardzo wierzę w krasnoludki, a może to właśnie tajniak doskonały, stapiający się z otoczeniem. Armitage jako Daniel Miller przyjechał do Berlina z poufną misją wykrycia kreta, Thomasa Shaw, który swoimi rewelacjami publikowanymi w niemieckiej prasie, kompromitował amerykański wywiad. Misja niejawna, tylko z nazwy, bo szybko dowiadujemy się kim jest poszukiwany demaskator i oglądamy całą zabawę w kotka i myszkę z tylego siedzenia. Przy czym to niekoniecznie kot tropi…
Choć obsada jest naprawdę świetna to Rhys Ifans, jako Hector DeJean, wymiata. Bezczelnie znakomity, przeszywająco tajemniczy i do bólu pociągający tą swoją problematycznością. Moralnie niepewny samotny wilk lub jak kto woli: Anakin Skywaker w krainie szpiegów.

foto via parade.com, EPIX


Z ŻYCIA WZIĘTE, CZYLI BUNT SZPIEGA
Wyobrażaliście sobie czasem jak działa takie szpiegowanie? Nie o luksusy James Bonda tu chodzi, a bardziej o granice, które w tym zawodzie są momentami wirtualne. Na przykład granice moralne. I czym jest taka szpiegowska moralność? Kret w Berlin Station też o tym myślał, szczególnie po tym jak życie kopnęło go parę razy w zadek, a nawet serce. Sumienie zainicjowało tryb dokuczania, a może to tylko wkurwienia? Zaczął szkodzić i łajać CIA za wszystko, co wyrządza, wyrządzała i wyrządzi. Taki trochę demaskator Snowden, a może i Assange w jednym, bo Thomas Show szybko stał się bohaterem, „haktywistą”, twarzą z plakatów. Znane? Tak, scenarzyści przyglądają się odwiecznej zagwozdce: jak głęboko mogę grzebać w twoich majtkach, żeby ocalić nasz/ich/czyjś tyłek?


foto: EPIX

W BERLINIE WCIĄŻ ZIMNO
Wszyscy w tym serialu, nie dość ze połączeni ze sobą tajemnicami, niejasnymi relacjami, utopieni są w prawdziwym maratonie spotkań, gadek, rozkmin, szantaży, pretensji, planów. Zamykają się w biurach, obskurnych pokojach, darkroomach i rozmawiają, śledzą, negocjują, handlują, informują, podsłuchują. Gabinetowe intrygi. Nikt nikomu nie wierzy, nie ufa, a widz coraz bardziej nerwowo obrasta tą atmosferą. Nie wiem nawet czy zakończenie to prawda! Berlin jakoś tak jednoznacznie kojarzy mi się z zimnowojennymi rozgrywkami. Tu wydał się nadal zimny, ale bardziej zatłoczony i klaustrofobiczny zarazem. Nie było w nim miejsca na przestrzeń, poza tą dyktowaną szaradami, pomieszczeniową. Widoczki miasta jak z pocztówki... tylko w czołówce, ale za w towarzystwie Davida Bowie „I'm afraid of Americans”.

foto via parade.com/ EPIX

Podsumowując. Rzetelny serial, choć to co obejrzycie już było nie raz. Historia szpiegowska, nieprzekombinowana, niefałszująca. Jest napięcie, tajemnice służbowe, osobiste, rodzinne, traumy i tęsknoty. Amerykanie nie zbawiają świata, ale próbują rozbrajać sumienie kreta tak, żeby było obiektywnie. CIA ofiara czy sprawca? Bohaterowie prawdziwi. Zostajemy wprowadzenie w tryb zawieszenia zaufania: kogo mam polubić: agenta czy kreta? Ja polubiłam obu, nadal nie wiem czy słusznie.

TRAILER:






P.S. Serial emituje HBO i HBO2
P.S.2 Epix zamówił już 10 odcinków drugiej serii. Zdjęcia ruszą na początku 2017.


2 komentarze:

Foto. Abdul Alifuddin/ pexels.com Podobno najlepiej przeczytać „Ulissesa” w pociągu, na przykład na trasie Warszawa-Berno: bezpieczne ...

Wrzucam dwójkę, co czytam w chwilach ... prywatności

Foto. Abdul Alifuddin/ pexels.com
Podobno najlepiej przeczytać „Ulissesa” w pociągu, na przykład na trasie Warszawa-Berno: bezpieczne zanurzenie się w potok myślo-mowy, jednym tchem. Natomiast „Moby Dicka” warto zabrać do łazienki. Tu z kolei liczy się mozolne zaliczanie baz, które położone są w bliskiej odległości. Podobno w toalecie czytają głównie faceci. No, przecież to praktycznie bluźnierstwo i taka niekobieca rzecz, kisnąć na muszli w oparach niefiołkowych zapachów przerzucając kartki, analizując, śmiejąc się lub wysilając intelektualnie. Wszystko oczywiście ze spuszczonymi majtami i nieskrępowanym poprykiwaniem. A jeśli założymy specjalny kombinezon ochronny? A może bardziej chodzi o to, że książka to rzecz święta, boska, a my zanosimy ją do tego przybytku ze skażoną aurą? Co na to feng-shui? A może to kwestia wielozadaniowości? Brak skupienia? Cokolwiek sobie teraz odpowiadacie, ja bez ściemy przyznaję, czytam. Czytam w toalecie, kontynuując tym samym rodzinne posiedzenia na porcelanowym tronie. Jeśliby sięgnąć pamięcią to zaczęło się u babci, gdzie obok kibelka na ścianie wisiał gazetnik, a w nim Przekroje. Czytali wszyscy, to i ja.
Dlaczego tam właśnie oddaję się lekturze? Po pierwsze, lubię tą czynnością wypełniać wolne chwile. Po drugie, często to jedyny spokojny przybytek w całym tym naszym cyrkowym domu, czasem w pracy, czasem u rodziny itd. No to teraz co pożeram?

DOSTĘPNE ZAWSZE, CZYLI LICZĄ SIĘ SŁOWA
Zacznijmy od tekstów powszechnie dostępnych i to w każdej toalecie. W przypadku osób czytających obsesyjnie i kompulsywnie, liczą się po prostu litery, słowa i sam fakt przesuwania gałek po tekście. Sięgamy zatem po etykiety szamponów, składy kremów, maseł do ciała, past do zębów i ostrzeżeń na Domestosie/odświeżaczu powietrza, przepisu na pranie ręcznika. Analizujemy adresy wytwórców papieru toaletowego. „Czytanie kompulsywne zwalnia z obowiązku posuwania się w lesie medytacji w poszukiwaniu polanek.pisał Sylvain Tesson w „W syberyjskich lasach”. Nazwijmy to po prostu zaspokajaniem czytelniczego głodu i wewnętrznej potrzeby wypełnienia czasu tekstem. Pascal mawiał, że „wszystkie nasze nieszczęścia biorą się z jednej tylko przyczyny, mianowicie stąd, że człowiek nie potrafi usiedzieć sam w pokoju”. Jakie nieszczęścia?

PRASOWANE SŁOWA
W drugiej grupie tekstów połykanych będą te prasowe … różne. Ich sąsiedztwo może naprawdę zaskoczyć. Powrócił Przekrój, moim zdaniem idealny; jest i Polityka, Film, Literatura na Świecie, Tygodnik Powszechny, stare egzemplarze Lampy i ... Elle (!- to przez Mariolkę), ale też kilka leciutkich, czyli w moim przypadku gazet shoppingowych, które namiętnie oglądam, marząc o nabraniu od samego czytania, stylu i elegancji. Mam nadzieję, że jak się już wystarczająco napatrzę, to pójdę do sklepu i kupię sobie, na przykład, tusz do rzęs … po sześciu latach abstynencji. Póki co wciąż trzymam kurczowo tę nadzieję.



KRÓTKO, KRÓTKO, KRÓTKO
Musze przyznać, że krótkie czyta się w toalecie idealnie. Krótkie rozdziały, krótkie opowieści, krótkie przepisy, krótkie zdania, krótkie rozmowy. Wszystko, co można spokojnie odłożyć po kilku akapitach, bez strachu, że wyrywa się nas ze środka morderstwa albo cudnego seksu, albo poetyckiego obrazu karmienia sikorki. Weźmy na przykład parakulinarne felietony Masłowskiej „Więcej niż możesz zjeść”. Zwracam uwagę na przedrostek „para-” tym, którzy za chwilę wezwą sanepid. Bosko, zabawnie, przekornie i mogę odciąć pępowinę kiedy chcę. Odkładam, wychodzą, a wróciwszy nie mam uczucia, że coś mnie omija. 

Moim nieodzownym tomikiem jest też „Morderstwo w ciemności” Atwood. To zbiór impresji, esejów, opowiadań, obserwacji. Głównie dwie, trzy strony, ale jest tu wszystko: prowokacja, metafikcja, ironia, kpina. Bardzo sardonicznie. Można wracać i wracać. Ta pozycja zameldowana jest na stałe w łazience od lat.


GDZIE SĄ ANTOLOGIE?

Kolejna grupa łączy się z poprzednią, co do formy, ale wprowadza pewną agregację. Justyna Sobolewska pisała kilka lat temu, że na polskim rynku brakuje typowych książek do czytania w toalecie, podczas gdy rynek anglosaski jest na takie gusta świetnie przygotowany: „Spędzać czas w klo” („Passing time in the loo”) Stevena Andersona i „Wielka amerykańska księga do toalety”. (Swoja drogą lubimyczytać ma tylko jeden hasztag w tej sekcji i oznaczoną nim książkę Andersona. Sprawdźcie Goodreads, w celach poznawczych lub statystycznych.)
Byłoby genialnie mieć różne krótkie, niespokrewnione tytuły w jednym tomie. Póki co, można sięgnąć po Frédérica Beigbedera „Pierwszy bilans po apokalipsie”, być może nie jest to najlepszy tytuł, bo jak na mój gust wybór zbyt nieobiektywny, ciągnący uparcie w stronę literatur frankofońskiej, ale oto przed wami „sto ulubionych książek, które trzeba przeczytać na papierze, zanim będzie za późno”.


Polecono mi też „Zapomniane słowa”, zbiór pod redakcją Magdaleny Budzińskiej. Książka o żywej tkance jaką jest język, nie tylko dla językoznawczych freaków, o tym co już minęło: o skusze, o łapserdaku, trzpiocie, a nawet ajfonie….



I na koniec „Centuria. Sto opowieści rzek” Manganelliego. PIW poleca: „Idealnie nadaje się do niezbyt pośpiesznego czytania opowieść po opowieści oraz losowych powrotów.” Zaczęłam… wczoraj i urzeka mnie matematyczna precyzja, połączona z oszałamiającym zawikłaniem.



GŁOWA W CHMURKACH
I na końcu, tajemnicza kupka z komiksami. Leżą tu głównie Szarloty Pawel z przygodami Kleksa, które czyta Lilka. "Lobo" Marcina. I kilka moich. „Relax. Antologia opowieści rysunkowych” Tomasza Kołodziejskiego to nówka. Pamiętacie Świat Młodych albo właśnie Relaks? Uwielbiałam te tytułu. Rysunki Baranowskiego, Rosińskiego, Wróblewskiego, Szyszko, Mleczki. Tematycznie i stylistycznie bardzo różnie.




Miłych posiedzeń!

0 komentarze: