Stanisław Jerzy Lec pisał, żeby uważać na niewypały literackie, bo ich autorzy niebezpieczni są jeszcze po latach. Kochani, zbiera...

Rupi Kaur, czyli hasztagi na salonach, a ja tnę się papierem



Stanisław Jerzy Lec pisał, żeby uważać na niewypały literackie, bo ich autorzy niebezpieczni są jeszcze po latach. Kochani, zbierają się nad czytelnikami czarne chmury. Oto na białym koniu wjeżdża Rupi Kaur, zapowiedź nowej fali poezji i będzie nam się próbowało wmówić, że przybywa geniusz, który panować może długo (gorzej, rozmnażać się może). Ja potraktuję „Mleko i miód” metodą hamburgera i pójdę w konstruktywną krytykę polegającą na obłożeniu gniota złotym papierem.

+
Książka jest bardzo ładnie wydana. Czarno-biała, elegancka, daje wrażenie produktu z klasą. Tytuły na końcu „utworów”, ciekawie. Na stronach w wersy poukładano zdania, tu i ówdzie dołożono rysunki autorki, drapane piórkiem. Stylowo. Na Instagramie to się sprzedaje bezbłędnie, ale wydano…

MINUS(Y)

i niestety czytano, a ta czynność w moim przypadku była bólem, bólem porównywalnym do nacinania skóry między palcami kartką papieru. Cztery części, cztery drogi krzyżowe. Pierwsza strona jak silny plaskacz prosto w policzek, kolejna wywoływała głupkowaty śmiech (znajdowałam się w rozdziale cierpienie). Tak cierpiałam. Cierpiałam bardzo. Czytałam zwykłe zdania słyszane od lat, zapisywane w kobiecych gazetach jako tytuły artykułów. Nijakość przywdziała kieckę Diora i ma chrapkę się na wyższą półkę. Oszukano mnie, to nie poezja, a bardziej przedrukowane wpisy/ hasztagi ze ścianki facebooka, czy innej społecznościówki. Instapoeta zwie się ten cud. Promowane jako poezja feministyczna, bezkompromisowa, delikatna, must have w szufladzie nocnego stolika obok wibratora. Tymczasem dla mnie to zapisywanie informacji, bez żadnego wymiaru, bez cienia estetyki. Proste komunikaty. Aluzje, czy metafory miejscami chybione, albo żywcem wyjęte z pamiętnika nastolatki. Całość kompletnie płaska. W lekką formę ubrano słowa, które, powiedzmy sobie szczerze, stekiem bzdur na poziomie … no, ciśnie się: Coelho. Jeśli nie znacie poezji to z pewnością zachwyci was ten zbiorek, inspirowany głosem (ja pierdolę!) serca. Nie znajdziecie tu jednak niczego nowego poza:

na samą myśl o tobie
rozstawiam nogi
jak sztalugi z płótnem
błagające o sztukę

albo (!!!!!)

dotknąłeś mnie
nawet mnie nie dotykając

albo (????)

nie wolno ci
ich zmuszać żeby cię chcieli
sami muszą cię chcieć

+
Zgadzam się, że tematy poruszane przez artystkę (?) są ważne, z kategorii tych niełatwych: kobiecość, wykorzystanie, miłość, przemoc, strata. Relacje z rodzicami, z mężczyznami. Wszytko bardzo bliskie, ale czy „poezja” ma czerpać poziom tylko i wyłącznie z tematyki?

KONKLUZJA
Fantastyczny marketing. Idealny produkt instagramowej popularności. Jak igły w stogu siana, szukać opinii krytycznych. A ja wiem, że za 33 polskie złocisze można kupić coś naprawdę lepszego. Polecam Mayę Angelou i jej „Phenomenal woman”.

Rupi Kaur „Mleko i miód”, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017



1 komentarze:

Wiosna stoi w poczekalni. Wczoraj chciała wejść z przytupem pierwszą wiosenną burzą; zbierałyśmy kulki gradu. Bardzo chcę, żeby się za...

#PatrzCzytajMyśl odc.8 – nawalone koniczynki, moda w literaturze i szwedzka lekcja


Wiosna stoi w poczekalni. Wczoraj chciała wejść z przytupem pierwszą wiosenną burzą; zbierałyśmy kulki gradu. Bardzo chcę, żeby się zazieleniło, dlatego wrzucam trochę irlandzkiego humoru lingwistycznego. Jest też coś dla miłośników mody w literaturze, dziecięcej ilustracji, Chucka Berry'ego, postprawdy i jednolitej ceny książki.

PATRZ

Tydzień w kolorze Szmaragdowej Wyspy. Dzień Świętego Patryka to idealny moment, żeby podłapać 41 irlandzkich wyrażeń na określenienie trzeźwego. Mój ulubiony „funny-packed”. Wykon Jamie Dornan (wersja z brodą, najlepsza).





Katarzyna Bonda, Mariusz Szczygieł i inni. Bohaterowie sesji "Wysokich Obcasów"czytają najlepsze fragmenty literatury o modzie. W czym tkwi żydowskość torebki? Kim jest bikiniarz? Dlaczego w Warszawie wszyscy ubierają się na szaro?




Wpis o Magdzie Brol obiecuję sobei już od dawna. Jestem wielką miłośniczką jej talentu, kreski i wspaniałych barw. Jeśli jeszcze jej nie znacie, musicie szybko nagrobić. To świeżość świeżosci dziecięciej ilustracji! 



CZYTAJ

John Lennon mówił, że gdyby trzeba było inaczej nazwać Rock and Rolla, nazywałby się Chuck Berry. Wczoraj pożeganaliśmy legendarny "krok kaczki". Polecam tekst Rolling Stone'a o 20 piosenkach, którymi Berry dokonał rewolucji w muzyce.


Drugi numer kwartalnika "Przekroju" pojawi się jutro, w poniedziałek 20 marca. Przeczytamy wywiad z socjologiem brytyjskim Anthonym Giddensem i prezydentem Słupska Robertem Biedroniem, historię filantropki Barbary Piaseckiej-Johnson oraz publikowaną po raz pierwszy korespondencję Rolanda Topora i Agnieszki Osieckiej.



Hakierka wymienia 11 rzeczy, których nie warto dać sobie wmowić. "To zabrzmi biblijnie, ale jesteś, kurwa cudem. Masz bilet do wykorzystania na średnio jakieś kilkadziesiąt lat życia. Jesteś zajebista i nikt Ci nie będzie mówil, że cycki masz nierówne czy nos krzywy. Albo cipkę w poprzek. To wyjątkowość, która czyni Cię lepszą. Zepnij poślady i pamiętaj o tym."

MYŚL


Dzieci w Szwecji będą uczyć się zarówno programowania, jak i odróżniania fałszywych informacji od prawdziwych. I to już od pierwszej klasy podstawówki. Uczniowie będą dowiadywać się, jak odróżniać wiarygodne i godne zaufaniaźródła informacji od niewiarygodnych. Szwecja w sumie blisko, może przejdzie na nas, jakimś potopem oświecenia. 


Dzika Banda o jednolitej cenie książki. Pytanie zatem zasadnicze brzmi – co spowoduje jednolita cena książki? Jeśli sprawi, że wydawcy obniżą ceny książek do tych nieuwzględniających wpisany rabat – rewelacja. Książki zatem powinny kosztować o jakieś 25/30 procent mniej. Na logikę. Ale logika nie zda tu egzaminu. Skoro ktoś kupował za więcej, znaczy że kupować będzie dalej. Najistotniejsze jest jednak to, czego ustawa nie reguluje – czyli zamordystyczne kwoty pobieranie przez dystrybucję. Jeśli tu nic się nie zmieni, ustawa, choćby nie wiadomo jak wspaniała – niewiele da.

0 komentarze:

O książce wiedziałam tylko tyle, że wydano 750 egzemplarzy. Tytuł i autor, choć wypowiadani z silną emfazą, nic mi nie mówiły. Uni...

„75% życia to udawanie”


O książce wiedziałam tylko tyle, że wydano 750 egzemplarzy. Tytuł i autor, choć wypowiadani z silną emfazą, nic mi nie mówiły. Unikatowość miała za pewne z góry uczynić książkę wyjątkową. Niestety po przemęczeniu się z Dalim i jego „bezwonnymi stolcami”, gnębiła mnie dziwna obawa, że następny artysta zapełni papierową przestrzeń swoimi defekacjami lub wynurzeniami stymulowanymi chemią. Tymczasem spotkały mnie cztery zaskoczenia.

ZASKOCZENIE PIERWSZE: JĘZYK

Minimalizm językowy, poprzetykany zaskakującymi ozdobnikami. Tylko tyle i aż tyle.

Mimo całego skurwysyństwa, jakie przyjdzie nam sobie niedługo odwzajemnić, Nel zabarwiała moje kable od estetyki wyjątkowo trwałym pigmentem. I nawet jeśli miała jakieś niewielkie nieprawidłowości w genach (płatki jej uszu były dyskretnie wsiowe), to było to całkowicie nieszkodliwe – ot brudny akcent w sekwencji idealnego genotypu.

ZASKOCZENIE DRUGIE i TRZECIE: ENTROPIA I FRAGMENTY MAILEM

Świat Leto był całkowicie wyzuty z humanizmu. Spodziewałabym się dużo za dużo emocji, melancholii, sączących się rozmyślań o potędze sztuki, wszystkoizmu artystycznego. Tymczasem wpadłam raczej do technologicznie upgradowanej króliczej nory, na dnie której ludzie, a może tylko wytwory-zagadki, stronili od nudy „typowej codzienności”. Nie wieszali zasłonek, nie jedli galaretki, nie prali majtek. Za to gryźli się, bzykali z „poronnymi” dziewczynkami, płakali, maskowali ubytki włosów tuszem do rzęs, a czasami faszerowali się opiatami.
Główny bohater, Norman (alter ego autora) był programistą, fanem nauk przyrodniczych, sprowadzającym życie do zbioru reakcji chemicznych. Już ktoś przed nim wynalazł Facebooka, zatem eksperymentował z aglomeratami informacji, aby wepchnąć je do świata sztuki. Swoje wewnętrzne przeżycia wirtualizował zdjęciami mózgu z wyraźnie zaznaczonymi pobudzonymi rejonami, linkami, a nawet dokładką tekstu wysyłaną drogą mailową na specjalne życzenie. Auto-bio-grafia. Norman, podobnie jak jego przyjaciele Fuss i Nel, nie budził sympatii, wręcz wkurwiał przez większość czasu. Banda socjopatów. Ich świat tworzył się w biegu, był eklektyczny, napędzany technologią, pełen dziwacznych zdarzeń i ludzi, widzianych z niekonwencjonalnych kątów. Nie było chaosu, raczej postępująca entropia.

ZASKOCZENIE CZWARTE: CYBERKULTURA

Leto kpił z artystów, wyśmiewa ich samozadowolenie, ich przekonania o wpływie sztuki na rzeczywistość. Ta krytyka to siarczysty policzek i wskazanie na realnych włodarzy: polityków, księgowych, informatyków. Sztuka wciąż mało poddaje się technologii, nie czerpie z potęgi informacji, czy przetwarzania danych. „Sailor” to pełną gębą książka o kreacji, niebezpiecznie odmienna.


Norman Leto, „Sailor”, Stowarzyszenie 40,000 

Malarzy, Warszawa 2010

0 komentarze:

Mój weekend miał irlandzki posmak, który trącił momentami strasznym kiczem, ale dla takiego głosu i pleców warto było. Skończyłam og...

#PatrzCzytajMyśl odc.7 – wizualne grzeszki


Mój weekend miał irlandzki posmak, który trącił momentami strasznym kiczem, ale dla takiego głosu i pleców warto było. Skończyłam oglądać „Upadek”, gdzie Jamie Dornan czaił się w cudzych mieszkaniach, a potem obejrzałam „50 twarzy Greya”, gdzie ogólnie wiało nudą, ale nie poczułam się wcale fatalnie, chała to chała, a boskie ciało to boskie ciało. Zatem ode mnie dziś porcja wizualnie ciekawych historii!



PATRZ

Nowozelandzka firma Lonely Label w najnowszej kampanii kwestionuje obsesyjną pogoń za młodością, chcąc wywołać bardziej autentyczną refleksję nad tematem urody i starzenia się. Na zdjęciach nowej kolekcji możemy zobaczyć 56-letnią modelkę Marcy Brewer. 




👀

Działalność River Bennett i Bel Pangburn z Australii skupia się głównie na fotografii dziecięcej, a dokładnie rzecz ujmując... noworodkowej. Artystki towarzyszą przyszłym rodzicom od momentu zaawansowanej ciąży, aż po rozwiązanie. Efekt jest niesamowity - ich projekt 'The First Hello Project' pokazuje jak silne emocje pojawiają się na salach porodowych, gdy na świat przychodzi nowe życie.Piękne zdjęcia!

👀

Chris Rigoni tworzy wyjatkowe tatuaże, będące mixem realistycznych motywów, żywych kolorów i geometrycznych kształtów.






CZYTAJ

Pytam siebie co dzień co mi pomoże, może mindfulness. Blog „Na pierwszy rzut oka”: Liczę oddechy, trzymam rękę na brzuchu i pamiętam, że częściowo jestem tylko powietrzem. Bardzo mnie zdziwiło, że przepona działa pod prąd, rozluźnia się przy wdechu, a napina przy wydechu. To mnie bardzo zbliża do mojej przepony, jesteśmy teraz koleżankami. Ja też się spinam i rozluźniam zupełnie nie w tych momentach, co trzeba.”

👀

Sir David Attenborough w wersji dla dzieci na aplikacji CBeebies. Interaktywne opowieści z życia znanego biologa: zabawy z gorylami, wielki dinozaur, ukryte miasto i polowanie na skarby. 



MYŚL

Banksy otworzyła w Betlejem hotel, hotel z najgorszym widokiem na świecie: praktycznie każde okno pozwala spojrzeć na betonową ścianę. Budynek znajduje się w sektorze C Zachodniego Brzegu pod kontrolą Izraelską. „Hotel, który "postawił" Banksy, w całości traktować można jako dzieło sztuki, gdyż jego ściany i korytarze pokrywają prace brytyjskiego artysty. Nazwał go "The Walled Off Hotel", co oznacza "zamurowany" lub "otoczony murem".


0 komentarze:

W pewnym filmie Cat herine Zeta-Jones, pokonuje labirynt laserowych zabezpieczeń, aby ukraść drogocenną maskę. Piękny fragment pełen ...

Korea Północna, teatr i zoo


W pewnym filmie Catherine Zeta-Jones, pokonuje labirynt laserowych zabezpieczeń, aby ukraść drogocenną maskę. Piękny fragment pełen skupienia i gracji. Mężczyzn zachwyca, kobiety onieśmiela. Niektórzy mogą oglądać bez końca. A gdyby tak transponować tę scenę do państwa, gdzie ludzie umierają, bo nie pochylili głowy wystarczająco nisko, bo ich dzieci płaczą na widok obrazu Marksa, bo odważyli się jechać bez pozwolenia do umierającej matki. Oni nie grają w hollywoodzkiej superprodukcji, a co dzień starają się nie przekraczać zarysowanych wszędzie niewidocznych linii, kurczących się okazjonalnie, naginanych przez ważniejszych w hierarchii. Wyśmienici aktorzy – komedianci: Koreańczycy z Północy
Dawno temu była sobie wioska, otoczona dziesięcioma ogrodzeniami z żywopłotu. Mieszkał w niej stary czarnoksiężnik, któremu usługiwały tysiące ludzi. Ciekawe, że z zewnątrz słychać było wyłącznie śmiechy dochodzące z tej wioski. Ludzie śmiali się przez cały czas, bez względu na porę roku, stary czarownik rzuciła bowiem na nich urok, musieli to robić”
Tak rozpoczyna swoją bajkę babcia Oh. Babcię spotkało wielkie szczęście i wyróżnienie (to wersja propagandowych głośników) wpadła na towarzysza Kim Ir Sena. Mogła posłuchać o wspaniałych i wygodnych kolejach jakie zbudował. Posłuchać, ale nie doświadczyć. Jej wnuczka i mąż zostali staranowani przez dziki tłum, który po dniach koczowania na stacji, ruszył w dalszą drogę. Ruch wstrzymano, bo Ojciec Narodu był w okolicy. Z tego spotkania upleciono propagandową melodyjkę, trąbiącą na cztery strony świata chwałę Ojca, Słońca i Narodowych Kolei Państwowych. W Korei Północnej kłamstwa wyznaczają rytm dnia. Babcia Oh to tylko jedna z wielu bohaterów opowiadań Badiego, nie reportażysty, nie uciekiniera, ale poety żyjącego tam teraz. Jego książka została przemycona wśród pism Wielkiego Wodza do Chin, a stamtąd do Korei Południowej. Siedem opowiadań datowanych na lata 1989-1993, do roku śmierci Kim Ir Sena. Dekodujemy Koreę dwadzieścia lat temu. Praca przy budowie komunizmu niosła obietnicę dobrobytu, jedwabnych ubrań, misek zawsze pełnych ryżu. Z kolorowych marzeń, zostały tylko migocące czerwienią plakaty propagandowe, zimne kaloryfery w siarczysty mroź, obozy pracy, „czerwone grzyby”, jednakowe zasłony i Trzeci Nadawca. Kastowe społeczeństwo nauczyło się reguł i próbuje przetrwać. Krzyczeć można w nocy w poduszkę, bezgłośnie.
Wszystko, co do tej pory czytałam o Korei Północnej było polityczną analizą, skupiało się na aspektach socjologicznych, czy antropologicznych. W historiach Bandiego, klasyczna forma nawet nie próbuje ujarzmiać czystych emocji i wykrzyczanych wprost oskarżeń, bólu, rozczarowania, zwątpienia i kpiny. Te historie niczego nie przekłamują, nie wyolbrzymiają. Pozostawiły mnie w rozmyślaniach i strachu, a może wciąż niedowierzaniu. Tak działa obcowanie z fikcją, przejmującą, boleśnie klaustrofobiczną. Utknęłam w koszmarze, gdzie grzechy dziadków przepływały na wnuki; gdzie wiara w słowo i obietnicę zastąpiła tlen, a tlen okazał się tlenkiem węgla; gdzie strach dyktował codzienne poczynania. Ludzie króliki lub uwiezione ptaki, a wśród nich sprytne koty, ze strzygącymi uszami. Ani słowa o wrogach zewnętrznych, skupienie na realnym złu, które emanuje z wnętrza tego państwa. Trzeba przeczytać!
Bandi „Oskarżenie. Opowieści totalitarne”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017










Za książkę dziekuję Wydawnictwu Czarna Owca

0 komentarze:

Marzec chyba wziął sobie do serca, swój angielski odpowiednik. Rozpoczyna się w rytmie marszów. Dziś jeden w Warszawie, 8-ego kolejn...

#PatrzCzytajMyśl odc.6 – strajk kobiet, muzyka staje się ciałem, zarobki fikcyjnych postaci w rozkroku a la Van Damme



Marzec chyba wziął sobie do serca, swój angielski odpowiednik. Rozpoczyna się w rytmie marszów. Dziś jeden w Warszawie, 8-ego kolejne. Kobiety protestują, idąc za islandzkim przykładem. Czy protestowaliby bohaterowie powieści brytyjskich widząc swoje zarobki? Czy Van Damme oburza się, kiedy TEN szpagat uważa się za montaż? Podobno nowe fiszki Polityki skondensują podaż informacji.

POPATRZ

* Jak uchwycić muzykę? Jak zmienić ją w obiekt wizualny? Federico Picci, grafik i pianista, pokazał dźwięki jako delikatnie różowe bańki, pęcherzyki, kule, unoszące się kapryśnie w powietrzu. Coś tak niematerialnego, jak muzyka, wypełnia przestrzeń.








* Van Damme, samoróbka czy podnośnik?



CZYTAJ

* Znacie już Fiszki Polityki? To nowa aplikacja na smarfony, wymyślona głównie ze dla pokolenia Z, czytającego inaczej. „(…) przedstawiają artykuły pochodzące z tygodnika oraz inne, specjalnie przygotowywane treści w formie wirtualnych karteczek. Czyli wypełnionych wiedzą fiszek, które łatwo się czyta nawet na małym ekranie telefonu.



* Ile mogliby zarobić bohaterowie powieści Dickensa, Bronte, Austen, Moyes i innych? Portal dla poszukujących pracy, Adzuna, przygotował ikonografikę obrazującą te obliczenia, dostosowane do realiów roku 2017.


* 24 października 1975 roku owsianki się same nie zrobiły. Dzieci się sobą nie zajęły. Lekcje w szkołach same się nie poprowadziły, klienci w sklepach i bankach się sami nie obsłużyli, pacjenci w szpitalach się sobą nie zaopiekowali. Obiady też się same w garnkach nie pojawiły. 24 października 1975 roku kobiety na Islandii ogłosiły strajk.O strajku w Islandii  - Wysokie Obcasy.

MYŚL

* Kura to Miriola Dzik, rysowniczka, fotografka. Kura wie jak jest i nie ściemnia. Nie chwyta się skrajności. Nie cukruje.



Jutro poniedziałek, łatwo nie będzie…

 

0 komentarze:

Ralph Waldo Emerson twierdził, że nie powinno się czytać książki, która nie ma przynajmniej roku, nie jest słynna i należy, do takich z...

Marzec: nowości w trzech przypadkach i prztyczek w nos Emersona

pixabay.com

Ralph Waldo Emerson twierdził, że nie powinno się czytać książki, która nie ma przynajmniej roku, nie jest słynna i należy, do takich za którymi nie przepadamy. To koniunkcja, zatem w tym miesiącu proponuję pozycje, z których większość to wznowienie albo nowość (ale tylko na polskim rynku). Są pozycje słynne, a co do gustu, to już każdy sobie. 

Josef Škvorecký „Przypadki inżyniera ludzkich dusz”, Dowody na Istnienie … Klasyka. Anderman pisał „Ta powieść daje to, co w literaturze czeskiej najlepsze: tragikomiczny portret ludzi ze wszelkich warstw społecznych, których mentalność poznajemy poprzez ich język. Škvorecky dodaje: "Większość rzeczy, które spotykają jej bohatera, właściwie przytrafiło się także i mnie". A to przypadki trudne do zniesienia.”



Morten A. Strøksnes „Księga morza”, Wydawnictwo Literackie … „Stary człowiek i morze” wśród norweskich fiordów. Śmiała wyprawa, szaleńczy pomysł, wielkie wyzwanie, groźny żywioł i piękna przyroda. Cel? Rekin polarny. Dorasta do 8 m długości, waży ponad tonę i dożywa 500 lat. Porywająca opowieść o życiowej przygodzie.



Henry Nicholls, „Naturalna historia Galapagos”, Wydawnictwo W.A.B… Darwin nazywał Galapagos, mini światem, żeglarze odnosili się do tego miejsca jako do Wysp Zaczarowanych, inni widzieli tu laboratorium ewolucji. Daleka, dziewicza kraina. Wspaniale przestawiona historia naturalna, teoria ewolucji, oraz osobiste odczucia autora.



Michael Dylan Foster „Yokai- tajemnicze stwory w kulturze japońskiej”, Wydawnictwo UJ … „Kultura japońska pełna jest potworów, duchów, fantastycznych istot i ponadnaturalnych zjawisk. Japończycy określają je wszystkie wspólną nazwą: yōkai. Stwory te przyjmują nieskończenie wiele form i kształtów – od górskich chochlików tengu i wodników kappa do zmiennokształtnych lisów i liżących sufity stworów o długich językach. Choć w dzisiejszych czasach popularność zapewniają im anime, manga, filmy i gry komputerowe, większość yōkai pochodzi z lokalnych legend, ludowych opowieści i historii o duchach.”



Bandi „Oskarżenie. Opowieści totalitarne”, Czarna Owca … Jest to zbiór opowiadań północnokoreańskiego pisarza i poety Bandiego. Bohaterowie (...) to więźniowie totalitarnej codzienności, których często dopiero osobista tragedia budzi z reżimowego letargu. Bandi przybliża czytelnikom zatrważające absurdy koreańskiej rzeczywistości, co w połączeniu z niezwykłą poetyckością opowiadań oraz historią ich wydania, sprawia, że mamy do czynienia z pozycją absolutnie wyjątkową. „Żyję w Korei Północnej jak mówiący automat, jak człowiek zaprzęgnięty w jarzmo. Moim przeznaczeniem jest świecić w ciemnościach.”



Peggy Parish „Dziękujemy ci Amelio Bedelio”, Wydawnictwo Literackie … „Druga część przygód niezwykłej pomocy domowej, która rozbraja dobrocią i dosłownym rozumieniem poleceń. Jeśli chcesz się przekonać, w jaki sposób Amelia rozdziela jajka, przygotowuje roladę albo gotuje na parze, koniecznie sięgnij po tę książkę!



Roald Dahl „Fantastyczny Pan Lis” i „Wiedźmy”, Wydawnictwo Znak … dwie kolejne książki Dahla po polsku. W pierwszej pan Lis musi uciekać. „Trzej najgroźniejsi farmerzy w dziejach świata wpadli na jego trop. Gnojek, Blagier i Szparag nienawidzą rudzielca i zrobią wszystko, by się go pozbyć. Nie mają jednak do czynienia z lisem zwykłym, ale fantastycznym, który ma chytry plan, żeby wykraść ich smaczne kąski.
W drugiej porcja wiedzy o wiedźmach, które są bardzo przebiegłe, że trudno je przyłapać. Z wyglądu całkiem normalne, żadnych czarnych peleryn, kapeluszy czy mioteł. Jest tez Arcy-Wiedźma. Kto się na nie natknie może stać się myszą.




Juan José Millas „Z cienia”, Wydawnictwo Czarna Owca … „Damián czuje się zagubiony po utracie pracy. Pewnego dnia dokonuje drobnej kradzieży na targu staroci i ukrywa się przed ścigającym go ochroniarzem w starej szafie. Nim zdąży ją opuścić, mebel zostanie sprzedany i przetransportowany do domu na przedmieściach Madrytu, w którym mieszka Lucía, Fede i ich córka.”



A na koniec Emersonowi na złość. Prawdziwa nowość.
Jø Nesbo „Pragnienie”, Wydawnictwo Dolnośląskie … I Harry Hole powraca. Prędzej, czy później musiało do tego dojść. Harry to podobno pokrewna dusza autora, ale nazbyt ciemna i pokręcona, wymagająca emocjonalnego nakładu pracy. Stąd przerwa, ale teraz Harry musi znaleźć bezwzględnego mordercę młodej kobiety, zabitej tuz po internetowej randce.


1 komentarze: