„ Każdy mężczyzna ma jakiś Mit. Jeśli ten mit poznamy, potrafimy zrozumieć wszystko, co uczynił i o czym myślał .” Yeats Truman ...

Truman Capote: 11 rzeczy, których o nim nie wiesz


Każdy mężczyzna ma jakiś Mit. Jeśli ten mit poznamy, potrafimy zrozumieć wszystko, co uczynił i o czym myślał.”
Yeats

Truman Capote - amerykański Proust, a może raczej mały terrorysta? W życiu poszukiwał lekarstwa na śledzącą go od dzieciństwa samotność i wyobcowanie. A przecież żył w tłumie, był duszą towarzystwa, aspirował wysoko. Nie chciało go wojsko (nawet Służba Kobiet Sił Lądowych (WAC)), w „The New Yorkerze” doczłapał jedynie do posady gońca, był cholerycznie przesądny, bał się skorpionów i nigdy nie nosiła zegarka. Poniżej kilka kolejnych smaczków dotyczących Trumana.

PISMA POŚWIĘCONE MODZIE
Truman najwyżej cenił „The New Yorkera”, to nim się zaczytywał, to w nim pragnął publikować, ale odmowy tylko się piętrzyły. Drzwi dla debiutu uchyliły dopiero kobiece pisma „Harper's Baazar” i „Medemoiselle”. Był to bowiem dość intrygujący i lekko zapomniany okres, kiedy „utwory najwyższej próby lądowały wśród reklam bielizny.” Ta wieloletnia współpraca zaowocowała także tym, że Truman przywiązywał ogromną wagę do wizualnego aspektu książek: kolor uobwoluty, układu graficznego.

PRZYJAŹŃ Z NELLE

Jedną z prawdziwych przyjaciółek Trumana była pisarka Harper Lee. Wychowywali się razem na dalekim południu USA, a później współpracowali zbierając materiały doZ zimną krwią”. „Łączyło ich coś silniejszego niż przyjaźń – wspólna udręka. Oboje doświadczyli bolesnego odrzucenia przez rodziców i oboje czuli się samotni. Zdaniem dziewczynek Nelle była zbyt szorstka, a w opinii chłopców Truman był zbyt miękki.

MISTRZ MISTYFIKACJI
Na skrzydle obwoluty jego debiutu „Inne głosy, inne ściany” umieścił fikcyjną notkę biograficzną, z której wynikało, że „pisał przemówienia dla (…) trzeciorzędnego polityka, był tancerzem na rzecznym statku, zbił niewielki majątek dzięki malowaniu na szkle, czytał scenariusze dla wytwórni filmowych, uczył się przepowiadać przyszłość...

KTO UKRADŁ FABUŁĘ?
Czytał dużo, niestety pominął wiele klasycznych dzieł literatury. Pisząc powieść „Inne głosy, inne ściany” wybrał się na nagrodzoną ekranizację „Wielkich nadziei” Dickensa. W środku seansu nagle krzyknął: „Boże kochany! Ukradli moją fabułę.”

PLOTKARZ
Truman lubił zamęt, który często sam prowokował. Był skłonny błaznować i wygłupiać się. Wmyślał historie o przyjaciołach, choć wiele z nich spowodowało rozpady związków i przyjaźni. Kiedy podróżował do Europy na długie miesiące, korespondował bardzo soczyście z przyjaciółkami z Manhattanu, ale jednak frustrował go brak świeżych dostaw plotek. Wynalazł zatem grę towarzyską, wersję Monopolu, zwaną MUŁ- Międzynarodowy Układ Łańcuchowy. Polegała ona na tworzeniu ciągów nazwiska osób, które coś łączyło. Chodziło oczywiście o połączenia najbardziej nieoczywiste, absurdalne. Mistrz konfabulacji. Wiele z tych „połączeń” zaczynało żyć własnym życiem.

KSIĄŻĘ NA WŁOŚCIACH
Niczym podglądacz i fotograf rejestrował bacznie wszystkie rozmowy i bez wysiłku wyciągał z rozmówców pikantne kąski z ich życia. Tak ofiarą Trumana padła Marlon Brando. Aktor, zwykle powściągliwy, zaprosił Trumana na kolację i … mówił nieprzerwanie przez ponad pięć godzin. „Sekret sztuki prowadzenia wywiadu (…) polega na tym, by pozwolić drugiej osobie myśleć, że to ona robi z tobą wywiad. (…) Opowiadasz jej o sobie i powoli tkasz swoją sieć, aż w końcu sama wszystko ci opowie.Tak świat dowiedział o tym jak Brando pogardzał aktorstwem, nikomu nie ufał i był głęboko poraniony przez alkoholizm matki. Poza tym to kawał dobrego dziennikarstwa.

Z ZIMNĄ KRWIĄ
Capote mówił, że gdyby wiedział ile zajmie mu praca nad tą książką i ile go będzie kosztowała, nie podjąłby tematu. Spędził sporo czasu w Kansas, gdzie popełniono zbrodnię, ale potem czekając na ostateczny wyrok sądu i wymierzenie kary, zwlekał z zakończeniem. To pierwsza powieść faktu: połączenie dziennikarskiej relacji i pisarskiej głębi. Ale pisanie jej o mało nie zabiło Trumana. Rozmowy z oskarżonymi (w tym celu przekupił polityków) i sama egzekucja nim wstrząsnęły.

PISANIE
Potrafił pisać w każdych warunkach. Tennessee Williams mówił, że „widok Trumana, który stara się skoncentrować, jest najbardziej przerażającym widokiem tego stulecia. (…) tak mocno zaciskał dłonie, zagryzał szczęki i mrużył oczy, że czasem napięty mięsień drgał mu na policzku. Potrafił skupić się wszędzie. Gdyby w sąsiednim pokoju wybuchła bomba, nawet by się nie poruszył.”

ZERO SPONTANICZNOŚCI
W życiu towarzyskim był fontanną pomysłów, jako pisarz niczym nie przypominał lustrzanej, dyskotekowej kuli. Był raczej księgowym, z góry wiedział jak będzie przebiegać historia jego książek, nie pozwalał sobie na żadne samowolne wypady pióra. Rozważał strukturę narracji, analizował godzinami napisane akapity, obsesyjnie sprawdzał wszystko, co napisał. Kiedy kończył książkę, uważał, że to najlepsze, co mógł napisać. Nie tolerował zmian.

KOBIETY
Nikt nie wielbił kobiet równie gorąco i nie był tak przez nie podziwiany jak Truman. Doradzała im co do zachowania, pracy, sposobu bycia, ubrania oraz spraw erotycznych. Marilyn Monroe. Elizabeth Taylor. Jacqueline Kennedy. Łabędzice. Gloria Guinness. Pamela Churchill. Nie do końca pociągały i interesowały go ich pieniądze, uroda, wpływy, bardziej ich historia.

O SOBIE
Nie jestem Proustem. Nie jestem tak inteligentny ani tak wykształcony jako on. Pod wieloma względami nie jestem tak wrażliwy, ale moje oko pod każdym względem jest równie przenikliwe jak jego. Pod każdym względem jest równie przenikliwe jak jego. Widzę wszystko! Nic mi nie umyka. To, co opisuję, jest prawdziwe i jest w najlepszym stylu literackim, jaki moim zdaniem może osiągnąć pisarz amerykański. Takie są moje ambicje. Są to duże ambicje. Gdyby Proust był Amerykaninem żyjącym teraz w Nowym Jorku, stworzyłby coś takiego.

Zachęcam do przeczytania biografii autorstwa Geralda Clarke'a „Truman Capote” Państwowy Instytut Wydawniczy. 


Za książkę dziekuje portalowi Łyk Kultury





0 komentarze:

„ Blogowanie nie jest pisaniem, tylko graffiti z interpunkcją ” mówi Elliot Gould do Juda Law w filmie Sodenberga „ Contagion - epi...

Share week 2017: bierzecie i jedzcie


Blogowanie nie jest pisaniem, tylko graffiti z interpunkcją” mówi Elliot Gould do Juda Law w filmie Sodenberga „Contagion - epidemia strachu”. Nie ma się co oburzać, choć przy pierwszym słuchaniu brzmi kulawo. Trochę racji w tym stwierdzeniu jest, obie działalności są formą ekspresji. Jedna taguje mury, druga internetowe strony. Od dziennika (web log) do poradnika? drogowskazu? konfesjonału? ekshibicjonizmu? Blogowanie to dziś opowieść o polityce, ekonomii, modzie, książkach, lekach, muzyce latynoskiej, o czym tylko dusza zapragnie. Przestrzeń heterogeniczna. Recenzje, pomysły nażycie, opowiadania, porady, komentarze - puszczane w eter tworzą komory bezechowe. Teksty rozprzestrzeniają się w necie, rzucając wyzwanie banałom, zasiewając nutkę niepewności na gruncie zbytniej oczywistość. Zyskują uwagę dzięki niebanalności, czasem gniewowi i sprzeciwowi. Dają możliwość bliższej analizy lub po prostu dobrej zabawy. W 2012 roku, po aferze podsłuchowej w Wielkiej Brytanii, sędzia Lord Leverson, stwierdził w swym raporcie, że obecność bloggerów (w świecie nieuregulowanym prawnie) może nakłonić dziennikarzy do pisania historii dalekich od prawdy, aby poczytność, sławę i inne takie. Piąta władza? Twierdzenie, że blogi nie są prawdziwym pisaniem, to nadużycie, a poniższy wybór, w ramach #SHAREWEEK2017, tylko potwierdzi, jak cholernie dobre pióro mają niektórzy i jak wpływowe.



Miszong.pl
Mój ulubiony i najbardziej podziwiany blog. Chciałabym tyle wiedzieć i tak pięknie ubierać w słowa jak Monika Ochędowska, znajdować paralele i czarować obrazem. Autorska rzecz. Bardziej niż rzetelna. Bardziej niż uważna. Bardziej niż intymna. Esencja intelektualnego luksusu. Codziennie zmusza do pracy nad sobą, do wyglądania nowości, do gimnastykowania szarej masy. To takie miejsce w necie, bez którego mogłoby mi się nie chcieć.




Odkryty dość niedawno. Kulturalnie, z lekkim skrętem w stronę frankofilską, ale tylko momentami. Lubię ten spokój, słowną elegancję, jaki wprowadza autorka do każdego posta, a przez to do mojej głowy. Wyważone opinie, dające szansę, bez nadętych pochwalnych blurbów. Zapuszczanie się, może jeszcze trochę nieśmiało, w zupełnie nowe dla mnie rejony: do świata Nicolasa Mirzoeffa, czy sztuki wizualnej Houellebecqa (tego Houellebecqa). Poproszę o więcej i więcej Paryża!


zacofany-w-lekturze.pl

Kiedy kilka miesięcy temu link do tej strony przestał działać, a jedyne, co kuło mnie w oczy była wiadomość: STRONA NIE ISTNIEJE. Uruchomił się tryb paniki. To chyba ten moment, w którym człowiek uświadamia sobie uzależnienie. Piotr Chojnacki, ujmuje mnie bezpretensjonalnością, szczerością i poczuciem humoru. Pełno u niego wygrzebanych z bibliotecznej półki lektur, zdecydowanie poza mainstreamem, w antykwariatowych okładkach. Wyndham, Wernic, Minkowski, Marinina. Zdarzają się tytuły modne: Varga, Waters, Winterson. Być może zniknięcie strony to tylko projekcja lęków. Nie znikaj nigdy!



3 komentarze:

Stanisław Jerzy Lec pisał, żeby uważać na niewypały literackie, bo ich autorzy niebezpieczni są jeszcze po latach. Kochani, zbiera...

Rupi Kaur, czyli hasztagi na salonach, a ja tnę się papierem



Stanisław Jerzy Lec pisał, żeby uważać na niewypały literackie, bo ich autorzy niebezpieczni są jeszcze po latach. Kochani, zbierają się nad czytelnikami czarne chmury. Oto na białym koniu wjeżdża Rupi Kaur, zapowiedź nowej fali poezji i będzie nam się próbowało wmówić, że przybywa geniusz, który panować może długo (gorzej, rozmnażać się może). Ja potraktuję „Mleko i miód” metodą hamburgera i pójdę w konstruktywną krytykę polegającą na obłożeniu gniota złotym papierem.

+
Książka jest bardzo ładnie wydana. Czarno-biała, elegancka, daje wrażenie produktu z klasą. Tytuły na końcu „utworów”, ciekawie. Na stronach w wersy poukładano zdania, tu i ówdzie dołożono rysunki autorki, drapane piórkiem. Stylowo. Na Instagramie to się sprzedaje bezbłędnie, ale wydano…

MINUS(Y)

i niestety czytano, a ta czynność w moim przypadku była bólem, bólem porównywalnym do nacinania skóry między palcami kartką papieru. Cztery części, cztery drogi krzyżowe. Pierwsza strona jak silny plaskacz prosto w policzek, kolejna wywoływała głupkowaty śmiech (znajdowałam się w rozdziale cierpienie). Tak cierpiałam. Cierpiałam bardzo. Czytałam zwykłe zdania słyszane od lat, zapisywane w kobiecych gazetach jako tytuły artykułów. Nijakość przywdziała kieckę Diora i ma chrapkę się na wyższą półkę. Oszukano mnie, to nie poezja, a bardziej przedrukowane wpisy/ hasztagi ze ścianki facebooka, czy innej społecznościówki. Instapoeta zwie się ten cud. Promowane jako poezja feministyczna, bezkompromisowa, delikatna, must have w szufladzie nocnego stolika obok wibratora. Tymczasem dla mnie to zapisywanie informacji, bez żadnego wymiaru, bez cienia estetyki. Proste komunikaty. Aluzje, czy metafory miejscami chybione, albo żywcem wyjęte z pamiętnika nastolatki. Całość kompletnie płaska. W lekką formę ubrano słowa, które, powiedzmy sobie szczerze, stekiem bzdur na poziomie … no, ciśnie się: Coelho. Jeśli nie znacie poezji to z pewnością zachwyci was ten zbiorek, inspirowany głosem (ja pierdolę!) serca. Nie znajdziecie tu jednak niczego nowego poza:

na samą myśl o tobie
rozstawiam nogi
jak sztalugi z płótnem
błagające o sztukę

albo (!!!!!)

dotknąłeś mnie
nawet mnie nie dotykając

albo (????)

nie wolno ci
ich zmuszać żeby cię chcieli
sami muszą cię chcieć

+
Zgadzam się, że tematy poruszane przez artystkę (?) są ważne, z kategorii tych niełatwych: kobiecość, wykorzystanie, miłość, przemoc, strata. Relacje z rodzicami, z mężczyznami. Wszytko bardzo bliskie, ale czy „poezja” ma czerpać poziom tylko i wyłącznie z tematyki?

KONKLUZJA
Fantastyczny marketing. Idealny produkt instagramowej popularności. Jak igły w stogu siana, szukać opinii krytycznych. A ja wiem, że za 33 polskie złocisze można kupić coś naprawdę lepszego. Polecam Mayę Angelou i jej „Phenomenal woman”.

Rupi Kaur „Mleko i miód”, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017



1 komentarze:

Wiosna stoi w poczekalni. Wczoraj chciała wejść z przytupem pierwszą wiosenną burzą; zbierałyśmy kulki gradu. Bardzo chcę, żeby się za...

#PatrzCzytajMyśl odc.8 – nawalone koniczynki, moda w literaturze i szwedzka lekcja


Wiosna stoi w poczekalni. Wczoraj chciała wejść z przytupem pierwszą wiosenną burzą; zbierałyśmy kulki gradu. Bardzo chcę, żeby się zazieleniło, dlatego wrzucam trochę irlandzkiego humoru lingwistycznego. Jest też coś dla miłośników mody w literaturze, dziecięcej ilustracji, Chucka Berry'ego, postprawdy i jednolitej ceny książki.

PATRZ

Tydzień w kolorze Szmaragdowej Wyspy. Dzień Świętego Patryka to idealny moment, żeby podłapać 41 irlandzkich wyrażeń na określenienie trzeźwego. Mój ulubiony „funny-packed”. Wykon Jamie Dornan (wersja z brodą, najlepsza).





Katarzyna Bonda, Mariusz Szczygieł i inni. Bohaterowie sesji "Wysokich Obcasów"czytają najlepsze fragmenty literatury o modzie. W czym tkwi żydowskość torebki? Kim jest bikiniarz? Dlaczego w Warszawie wszyscy ubierają się na szaro?




Wpis o Magdzie Brol obiecuję sobei już od dawna. Jestem wielką miłośniczką jej talentu, kreski i wspaniałych barw. Jeśli jeszcze jej nie znacie, musicie szybko nagrobić. To świeżość świeżosci dziecięciej ilustracji! 



CZYTAJ

John Lennon mówił, że gdyby trzeba było inaczej nazwać Rock and Rolla, nazywałby się Chuck Berry. Wczoraj pożeganaliśmy legendarny "krok kaczki". Polecam tekst Rolling Stone'a o 20 piosenkach, którymi Berry dokonał rewolucji w muzyce.


Drugi numer kwartalnika "Przekroju" pojawi się jutro, w poniedziałek 20 marca. Przeczytamy wywiad z socjologiem brytyjskim Anthonym Giddensem i prezydentem Słupska Robertem Biedroniem, historię filantropki Barbary Piaseckiej-Johnson oraz publikowaną po raz pierwszy korespondencję Rolanda Topora i Agnieszki Osieckiej.



Hakierka wymienia 11 rzeczy, których nie warto dać sobie wmowić. "To zabrzmi biblijnie, ale jesteś, kurwa cudem. Masz bilet do wykorzystania na średnio jakieś kilkadziesiąt lat życia. Jesteś zajebista i nikt Ci nie będzie mówil, że cycki masz nierówne czy nos krzywy. Albo cipkę w poprzek. To wyjątkowość, która czyni Cię lepszą. Zepnij poślady i pamiętaj o tym."

MYŚL


Dzieci w Szwecji będą uczyć się zarówno programowania, jak i odróżniania fałszywych informacji od prawdziwych. I to już od pierwszej klasy podstawówki. Uczniowie będą dowiadywać się, jak odróżniać wiarygodne i godne zaufaniaźródła informacji od niewiarygodnych. Szwecja w sumie blisko, może przejdzie na nas, jakimś potopem oświecenia. 


Dzika Banda o jednolitej cenie książki. Pytanie zatem zasadnicze brzmi – co spowoduje jednolita cena książki? Jeśli sprawi, że wydawcy obniżą ceny książek do tych nieuwzględniających wpisany rabat – rewelacja. Książki zatem powinny kosztować o jakieś 25/30 procent mniej. Na logikę. Ale logika nie zda tu egzaminu. Skoro ktoś kupował za więcej, znaczy że kupować będzie dalej. Najistotniejsze jest jednak to, czego ustawa nie reguluje – czyli zamordystyczne kwoty pobieranie przez dystrybucję. Jeśli tu nic się nie zmieni, ustawa, choćby nie wiadomo jak wspaniała – niewiele da.

0 komentarze:

O książce wiedziałam tylko tyle, że wydano 750 egzemplarzy. Tytuł i autor, choć wypowiadani z silną emfazą, nic mi nie mówiły. Uni...

„75% życia to udawanie”


O książce wiedziałam tylko tyle, że wydano 750 egzemplarzy. Tytuł i autor, choć wypowiadani z silną emfazą, nic mi nie mówiły. Unikatowość miała za pewne z góry uczynić książkę wyjątkową. Niestety po przemęczeniu się z Dalim i jego „bezwonnymi stolcami”, gnębiła mnie dziwna obawa, że następny artysta zapełni papierową przestrzeń swoimi defekacjami lub wynurzeniami stymulowanymi chemią. Tymczasem spotkały mnie cztery zaskoczenia.

ZASKOCZENIE PIERWSZE: JĘZYK

Minimalizm językowy, poprzetykany zaskakującymi ozdobnikami. Tylko tyle i aż tyle.

Mimo całego skurwysyństwa, jakie przyjdzie nam sobie niedługo odwzajemnić, Nel zabarwiała moje kable od estetyki wyjątkowo trwałym pigmentem. I nawet jeśli miała jakieś niewielkie nieprawidłowości w genach (płatki jej uszu były dyskretnie wsiowe), to było to całkowicie nieszkodliwe – ot brudny akcent w sekwencji idealnego genotypu.

ZASKOCZENIE DRUGIE i TRZECIE: ENTROPIA I FRAGMENTY MAILEM

Świat Leto był całkowicie wyzuty z humanizmu. Spodziewałabym się dużo za dużo emocji, melancholii, sączących się rozmyślań o potędze sztuki, wszystkoizmu artystycznego. Tymczasem wpadłam raczej do technologicznie upgradowanej króliczej nory, na dnie której ludzie, a może tylko wytwory-zagadki, stronili od nudy „typowej codzienności”. Nie wieszali zasłonek, nie jedli galaretki, nie prali majtek. Za to gryźli się, bzykali z „poronnymi” dziewczynkami, płakali, maskowali ubytki włosów tuszem do rzęs, a czasami faszerowali się opiatami.
Główny bohater, Norman (alter ego autora) był programistą, fanem nauk przyrodniczych, sprowadzającym życie do zbioru reakcji chemicznych. Już ktoś przed nim wynalazł Facebooka, zatem eksperymentował z aglomeratami informacji, aby wepchnąć je do świata sztuki. Swoje wewnętrzne przeżycia wirtualizował zdjęciami mózgu z wyraźnie zaznaczonymi pobudzonymi rejonami, linkami, a nawet dokładką tekstu wysyłaną drogą mailową na specjalne życzenie. Auto-bio-grafia. Norman, podobnie jak jego przyjaciele Fuss i Nel, nie budził sympatii, wręcz wkurwiał przez większość czasu. Banda socjopatów. Ich świat tworzył się w biegu, był eklektyczny, napędzany technologią, pełen dziwacznych zdarzeń i ludzi, widzianych z niekonwencjonalnych kątów. Nie było chaosu, raczej postępująca entropia.

ZASKOCZENIE CZWARTE: CYBERKULTURA

Leto kpił z artystów, wyśmiewa ich samozadowolenie, ich przekonania o wpływie sztuki na rzeczywistość. Ta krytyka to siarczysty policzek i wskazanie na realnych włodarzy: polityków, księgowych, informatyków. Sztuka wciąż mało poddaje się technologii, nie czerpie z potęgi informacji, czy przetwarzania danych. „Sailor” to pełną gębą książka o kreacji, niebezpiecznie odmienna.


Norman Leto, „Sailor”, Stowarzyszenie 40,000 

Malarzy, Warszawa 2010

0 komentarze:

Mój weekend miał irlandzki posmak, który trącił momentami strasznym kiczem, ale dla takiego głosu i pleców warto było. Skończyłam og...

#PatrzCzytajMyśl odc.7 – wizualne grzeszki


Mój weekend miał irlandzki posmak, który trącił momentami strasznym kiczem, ale dla takiego głosu i pleców warto było. Skończyłam oglądać „Upadek”, gdzie Jamie Dornan czaił się w cudzych mieszkaniach, a potem obejrzałam „50 twarzy Greya”, gdzie ogólnie wiało nudą, ale nie poczułam się wcale fatalnie, chała to chała, a boskie ciało to boskie ciało. Zatem ode mnie dziś porcja wizualnie ciekawych historii!



PATRZ

Nowozelandzka firma Lonely Label w najnowszej kampanii kwestionuje obsesyjną pogoń za młodością, chcąc wywołać bardziej autentyczną refleksję nad tematem urody i starzenia się. Na zdjęciach nowej kolekcji możemy zobaczyć 56-letnią modelkę Marcy Brewer. 




👀

Działalność River Bennett i Bel Pangburn z Australii skupia się głównie na fotografii dziecięcej, a dokładnie rzecz ujmując... noworodkowej. Artystki towarzyszą przyszłym rodzicom od momentu zaawansowanej ciąży, aż po rozwiązanie. Efekt jest niesamowity - ich projekt 'The First Hello Project' pokazuje jak silne emocje pojawiają się na salach porodowych, gdy na świat przychodzi nowe życie.Piękne zdjęcia!

👀

Chris Rigoni tworzy wyjatkowe tatuaże, będące mixem realistycznych motywów, żywych kolorów i geometrycznych kształtów.






CZYTAJ

Pytam siebie co dzień co mi pomoże, może mindfulness. Blog „Na pierwszy rzut oka”: Liczę oddechy, trzymam rękę na brzuchu i pamiętam, że częściowo jestem tylko powietrzem. Bardzo mnie zdziwiło, że przepona działa pod prąd, rozluźnia się przy wdechu, a napina przy wydechu. To mnie bardzo zbliża do mojej przepony, jesteśmy teraz koleżankami. Ja też się spinam i rozluźniam zupełnie nie w tych momentach, co trzeba.”

👀

Sir David Attenborough w wersji dla dzieci na aplikacji CBeebies. Interaktywne opowieści z życia znanego biologa: zabawy z gorylami, wielki dinozaur, ukryte miasto i polowanie na skarby. 



MYŚL

Banksy otworzyła w Betlejem hotel, hotel z najgorszym widokiem na świecie: praktycznie każde okno pozwala spojrzeć na betonową ścianę. Budynek znajduje się w sektorze C Zachodniego Brzegu pod kontrolą Izraelską. „Hotel, który "postawił" Banksy, w całości traktować można jako dzieło sztuki, gdyż jego ściany i korytarze pokrywają prace brytyjskiego artysty. Nazwał go "The Walled Off Hotel", co oznacza "zamurowany" lub "otoczony murem".


0 komentarze:

W pewnym filmie Cat herine Zeta-Jones, pokonuje labirynt laserowych zabezpieczeń, aby ukraść drogocenną maskę. Piękny fragment pełen ...

Korea Północna, teatr i zoo


W pewnym filmie Catherine Zeta-Jones, pokonuje labirynt laserowych zabezpieczeń, aby ukraść drogocenną maskę. Piękny fragment pełen skupienia i gracji. Mężczyzn zachwyca, kobiety onieśmiela. Niektórzy mogą oglądać bez końca. A gdyby tak transponować tę scenę do państwa, gdzie ludzie umierają, bo nie pochylili głowy wystarczająco nisko, bo ich dzieci płaczą na widok obrazu Marksa, bo odważyli się jechać bez pozwolenia do umierającej matki. Oni nie grają w hollywoodzkiej superprodukcji, a co dzień starają się nie przekraczać zarysowanych wszędzie niewidocznych linii, kurczących się okazjonalnie, naginanych przez ważniejszych w hierarchii. Wyśmienici aktorzy – komedianci: Koreańczycy z Północy
Dawno temu była sobie wioska, otoczona dziesięcioma ogrodzeniami z żywopłotu. Mieszkał w niej stary czarnoksiężnik, któremu usługiwały tysiące ludzi. Ciekawe, że z zewnątrz słychać było wyłącznie śmiechy dochodzące z tej wioski. Ludzie śmiali się przez cały czas, bez względu na porę roku, stary czarownik rzuciła bowiem na nich urok, musieli to robić”
Tak rozpoczyna swoją bajkę babcia Oh. Babcię spotkało wielkie szczęście i wyróżnienie (to wersja propagandowych głośników) wpadła na towarzysza Kim Ir Sena. Mogła posłuchać o wspaniałych i wygodnych kolejach jakie zbudował. Posłuchać, ale nie doświadczyć. Jej wnuczka i mąż zostali staranowani przez dziki tłum, który po dniach koczowania na stacji, ruszył w dalszą drogę. Ruch wstrzymano, bo Ojciec Narodu był w okolicy. Z tego spotkania upleciono propagandową melodyjkę, trąbiącą na cztery strony świata chwałę Ojca, Słońca i Narodowych Kolei Państwowych. W Korei Północnej kłamstwa wyznaczają rytm dnia. Babcia Oh to tylko jedna z wielu bohaterów opowiadań Badiego, nie reportażysty, nie uciekiniera, ale poety żyjącego tam teraz. Jego książka została przemycona wśród pism Wielkiego Wodza do Chin, a stamtąd do Korei Południowej. Siedem opowiadań datowanych na lata 1989-1993, do roku śmierci Kim Ir Sena. Dekodujemy Koreę dwadzieścia lat temu. Praca przy budowie komunizmu niosła obietnicę dobrobytu, jedwabnych ubrań, misek zawsze pełnych ryżu. Z kolorowych marzeń, zostały tylko migocące czerwienią plakaty propagandowe, zimne kaloryfery w siarczysty mroź, obozy pracy, „czerwone grzyby”, jednakowe zasłony i Trzeci Nadawca. Kastowe społeczeństwo nauczyło się reguł i próbuje przetrwać. Krzyczeć można w nocy w poduszkę, bezgłośnie.
Wszystko, co do tej pory czytałam o Korei Północnej było polityczną analizą, skupiało się na aspektach socjologicznych, czy antropologicznych. W historiach Bandiego, klasyczna forma nawet nie próbuje ujarzmiać czystych emocji i wykrzyczanych wprost oskarżeń, bólu, rozczarowania, zwątpienia i kpiny. Te historie niczego nie przekłamują, nie wyolbrzymiają. Pozostawiły mnie w rozmyślaniach i strachu, a może wciąż niedowierzaniu. Tak działa obcowanie z fikcją, przejmującą, boleśnie klaustrofobiczną. Utknęłam w koszmarze, gdzie grzechy dziadków przepływały na wnuki; gdzie wiara w słowo i obietnicę zastąpiła tlen, a tlen okazał się tlenkiem węgla; gdzie strach dyktował codzienne poczynania. Ludzie króliki lub uwiezione ptaki, a wśród nich sprytne koty, ze strzygącymi uszami. Ani słowa o wrogach zewnętrznych, skupienie na realnym złu, które emanuje z wnętrza tego państwa. Trzeba przeczytać!
Bandi „Oskarżenie. Opowieści totalitarne”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017










Za książkę dziekuję Wydawnictwu Czarna Owca

0 komentarze: