„ Musisz zrozumieć, że to jedna z tych chwil (…)Takich, które zachowujesz dla siebie(…) Musisz się dobrze zastanowić, kiedy o ...

W objęciach wspomnienia – „Żona tygrysa”



Musisz zrozumieć, że to jedna z tych chwil (…)Takich, które zachowujesz dla siebie(…) Musisz się dobrze zastanowić, kiedy o tym powiesz i komu(…)” [58-59]

Pewne rzeczy mają zapach dzieciństwa - ciasto drożdżowe wyjadane z moja kuzynką wieczorami u babci, „Księga dżungli” Kiplinga czytana przez tatę w pociągu relacji Koluszki - Budapeszt, wakacje w Bogini. Wspomnienia te stają się ciepłym pledem, którym otulamy się kiedy wydoroślejemy.

Bohaterkę „Żony tygrysa”, Natalię, poznajemy w drodze do Brejeviny. Jedzie wraz ze swoją koleżanką Zórą szczepić dzieci z sierocińca. Za sprawą jednego wydarzenia – śmierci dziadka (w dość tajemniczych okolicznościach) - kobieta otwiera szkatułkę pełną niesamowitych zapachów przeszłości. Wspólne wyprawy do zoo. „Księga dżungli” w złoconej oprawie (co za zbieg okoliczności!). Pierwsze miłości. Wojna w Jugosławii. Łuskany słonecznik. Życie dziadka staje się otwartą (?) księgą. Łysy staruszek, lekarz, odwiedzający swoich pacjentów nawet wtedy kiedy został zawieszony na Uniwersytecie. Przyjaciel. Obiekt buntu wnuczki. Żołnierz. Jego dzieciństwo na krańcu świata, w Galinie, wraz a mamą Werą. Poznanie babci. Wszystko to oplatają dwie historie: o żonie tygrysa i nieśmiertelniku i one rodzą w głowie czytelnika lawinę pytań. Opowiadanie każdej z nich przerywane jest tak, że wywołuje natychmiastowy bunt. „W takim momencie?!” Teraźniejszość i przeszłość. Mnóstwo tu tajemnic otulonych bałkańskim folklorem, magią, zabobonami, w tle muzyka akordeonu. To podróż na spotkanie z własną tożsamością. Każdy bohater na kartach tej powieści przychodzi ze swoją historią. Nic nie jest przypadkowe.

Pierwszoosobowa narracja i szkatułkowa kompozycja podgrzewają aurę niezwykłości. Można się zgubić przeskakując po płaszczyznach fabuły. I ta prostota języka. Książka pochłania. Dodatkowo zachwyca fakt, że te wspomnienia wyszły spod pióra dwudziestopięciolatki (!). Nie ma tu jednak mowy o sztucznej stylizacji, napuszeniu czy „przedawkowaniu” idealizacji. Nic z tych rzeczy. Zamykając książkę poczujemy siłę i spokój. Ja na nowo przypomniałam sobie, że w każdym z nas jest cząstka przeszłości, a wspomnienie daje życie. Dedykuję tą recenzję mojemu Tacie. Mojemu Wspomnieniu.

 

Téa Obreht, “Żona tygrysa”, Wydawnictwo Drzewo Babel, Warszawa 2011

1 komentarz:

  1. Cudownie czyta się te Twoje zapiski.Dzieciństwo,wspomnienia.Sama do nich często wracam.Kiedy byłam nastolatką i myślałam o swojej rodzinie ktorą kiedyś założę
    zawsze uważałam ,że będzie ona inna.Byłam chyba
    zbyt krytyczna wobec swoich bliskich.Teraz mając swoją rodzinę często łapię się na tym, ze przenoszę do niej bardzo wiele ze swojego rodzinnego domu.Często wspominam,opowiadam dzieciom różne zdarzenia.Może ich to złości albo
    zwyczajnie nudzi alę i oni kiedyś będą do tego wracac ,a może już to robią.
    Do wszystkiego trzeba dojrzec.Bo jak pięknie napisałaś "Każdy bohater... przychodzi ze swoją
    przeszłością".Pozdrawiam i czekam na następne
    zapiski.

    OdpowiedzUsuń