W opowiadaniach Pere’a Caldersa historie są proste. Przynoszą obserwowalną przez okno rzeczywistość, rodem z miejskiej dżungli. Prostota, nie wyklucza ich dramatyzmu, a zostaje jeszcze zarażona czymś absurdalnym albo niewyobrażalnym. Wraca człowiek na lunch do domu, ale gubi klucz, dzwoni w nadziei, że otworzy stara służąca Irene, a tymczasem...
Ja trzydzieści lat temu szkołę uwielbiałam. Szczerze się przyznaję, że ten ostatni tydzień wakacji był już dla mnie ...