O zagiętych rogach, okruchach i wąchaniu

by - 13:47


Źródło
Mój związek z książkami jest kompletny. Jest w nim intymność, silna namiętność, ale i pragmatyzm. Zupełnie jak w koncepcji Ira Reiss’a: wzajemnie uzależnienie, zrozumienie i spełnianie się. Całość ewoluuje, będąc metaforą obrotu koła. I jak to w każdym związku tak i w tym, z czasem utrwaliło się kilka nawyków. Nic ekscentrycznego, ot bibliofilskie odruchy. Anne Fadiman w Ex libris. Wyznanie czytelnika napisała: ”Jeśli naprawdę kochasz książkę, powinieneś z nią spać, pisać w niej, czytać ją na głos, i wypełnić jej strony okruchami z muffinek...”. Jak to się ma do mojego związku z książkami?

ZDOBYWANIE I PIERWSZE WRAŻENIA
W księgarniach i antykwariatach zwykle poluję na konkretne tytuły. Takie planowanie chroni mój portfel – przynajmniej tak sobie to tłumaczę. Mam listy i spisy, w tym jeden na blogu, z pozycjami, które chciałabym umieścić w mojej bibliotece. Po tym jak się naszukam w internecie lub księgarni, siadam z naręczem tomów między regałami i przeglądam, a potem dodatkowo tropię nowości albo wertuje przegapione tytuły. Lubię robić spisy tego, co jeszcze musze przeczytać lub nabyć. Tytuły zapisuje dosłownie wszędzie.

A jak się już nakupuję to wącham. Gładzę okładkę i wnętrze. Dotykam stron. Mam minus cztery dioptrie w każdym oku, wzrok zatem nie jest moją mocną stroną, ale za to węch i dotyk nadrabiają, przynajmniej w pierwszym kontakcie.
Źródło

Pociągają mnie wydania w twardych oprawach i dużym formacie. Może i niepraktyczne, może i ciężkie, a mimo to mam do nich słabość. Kiedy wpada w moje ręce książka z papierową obwolutą, zdejmuję ją na czas czytania. Z czasem robię się większym liberałem, bo w liceum zdarzało mi się okładać książki w gazetę.

BLISKOŚĆ: ZAGŁĘBIAM SIĘ W LEKTURĘ
Zawsze sprawdzam ile książka ma stron. Zupełnie nie wiem dlaczego...

Zazwyczaj staram się czytać od rozdziału do rozdziału. Zwykle z góry zaznaczam miejsce, w którym mogę skończyć. Lubię konkretnie wyznaczone granice, ale robię to też z praktycznego punktu widzenia, bo Lilka czasami wyciąg z książki różne moje oznaczenia i wtedy kwestia odnalezienia się nie jest tak prosta. Ale kiedy się wciągnę, granic nie ma... .

Źródło
Nigdy nie zaginam rogów, nie kładę książek do góry grzbietem w tzw. szpagacie. Brrr. Nie czytam jedząc, z brudnymi rękami, na deszczu i w kąpieli. To chyba oczywiste!  Ale... podkreślam ołówkiem, robię zapiski.

Mam kilka zakładek tylko, że zazwyczaj używam zwykłych kartek, post-it’ów, na których robię notatki, wypisuję cytaty, nieznane słowa (w zasadzie od razu je sprawdzam) itd... .

Czytając, zawsze moduluję głosy bohaterów, nawet kiedy robię to tylko dla siebie. To ogromna frajda.

Czytam wszystkie przypisy i przeglądam indeksy, spisy ilustracji. Od deski do deski. Dosłownie! Wypisuje książki, które mogę dodatkowo pochłonąć. Czasami przygotowuje się do przeczytania konkretnej pozycji, szczególnie jeśli nie znam autora. W trakcie lektury bardzo często doczytuję informacje z historii, jeśli takowa jest gdzieś w tle.

Pożeram książki do końca, nawet te, z którymi męczę się niemiłosiernie i wyję z nudów, wtedy czytanie wspomagane jest przez mruczenie, wzdychanie i przyjmowanie różnych dziwnych póz. Dla spokoju ducha zaczynam pochłaniać inną pozycję, a opcję nudniejszą, wykańczam małymi kroczkami.

Serie wydawnicze czytam zawsze w kolejności. Zasada jest bezwzględna, bo nawet jeśli nie mogę zdobyć, powiedzmy, środka trylogii, za nic na świecie nie sięgnę po ostatnią część. Choćbym nie wiem jak chciała wiedzieć, co będzie dalej ... .

Chłonę zwykle kilka pozycji jednocześnie i najczęściej różne gatunki.
Na siedząco czytam tylko w podróży, w domu wolę polegiwać. Nie przeszkadza mi szum, rozmowy ludzi, muzyka – potrafię się całkowicie wyłączyć.

NAWYKI OKOŁOCZYTELNICZE
Z zasady nie pożyczam książek, chyba, że wiem (i to z własnej obserwacji), że trafią do kogoś, kto traktuje książki z równym namaszczeniem co ja.

Źródło
Mam tzw. stosiki tu i ówdzie. Zwykle trzy: „Teraz czytam”, „Do przeczytania” i wreszcie „Nowe, do dotykania i obwąchania”. Drugi i trzeci ewoluują i zmieniają swój skład, nawet kilka razy dziennie.

Lubię też mieć kilka wydań ukochanych książek, także w różnych językach. Nie ma się co oszukiwać, wyznaję szczerze, chciałabym mieć wszystkie książki na własność.


… i nie ma mowy o okruchach wśród kartek!

You May Also Like

4 komentarze

  1. Zainspirowałaś mnie do napisania postu w podobnym stylu, więc może kiedyś... :)
    Jak trafia mi się książka w twardej oprawie z papierową obwolutą to także ją ściągam na czas czytania, na półce niech sobie w niej stoi, nie ma sprawy. Też tworzę listy książek, które chcę przeczytać, które chcę mieć. Nie zawsze się ich trzymam, jak znajdę coś intrygującego, wciąż się te listy modyfikują, ale na pewno ułatwia to zarządzanie swoimi finansami i biblioteczką. Nie owijałam nigdy książek w gazety, raczej uważam jak czytam, nie zaginam rogów, używam zakładek i tak dalej, ale jak noszę pozycję w torebce to staram się zapewnić jej jak najwięcej bezpieczeństwa - torba z Empiku, zwykła reklamówka, cokolwiek. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że każdy kto tu zagląda, ma jakieś swoje ulubione nawyki związane z książkami. Pod większością z tych wymienionych przez Ciebie również się podpisuję...

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że mamy wiele wspólnego :-) Cudowny wpis na tak wdzięczny temat!

    OdpowiedzUsuń

Navigation-Menus (Do Not Edit Here!)