Pasja n.p.m.

by - 11:46

Nawet kiedy jest to sezon, tak zwany „normalny”, oddech staje się zachłanny, tlenu nie ma zbyt dużo. Czerwone krwinki napierają. Wokoło biało. Groźna grań. Szczyt. Lodowa skorupa i kaleczące ją raki. W dole przepaść. Na szczycie pozostaje się około piętnastu minut, choć wejście zajęło godziny, ale radość jest bezgraniczna Idziesz sam, choć z przyjaciółmi, kumplami, a większość czasu walczysz ze swoimi słabościami. Sam. Góry nie znają litości, nie trzymają się sztywno prognoz pogody, potrafią zaskoczyć w ciągu sekundy i zabić. Simone Moro ma dużo pokory. Mimo tego, że wspina się od trzynastego roku życia i zdobył trzy ośmiotysięczniki … zimą, czuje respekt, nie szarżuje, nie ściga się. Inspiracją do rozpoczęcia zimowych wypraw była polska szkoła himalaizmu - Kukuczka, Wielicki i Berbeka. Moro to człowiek z pasją, tak silną, że stała się ona częścią życia, czy sposobem na nie? Po przeczytaniu tej książki do końca nie mogę tego stwierdzić. Moro ciągle się uczy, wciąż wiele przed nim, poza górami ma rodzinę, trenuje pływaków, jest bibliotekarzem, ratownikiem.
Simone Moro zbliża się do wierzchołka Makalu (fot. Denis Urubko) wspinanie.pl

To jest prawdziwa przyczyna, dla której kocham wspinanie zima, nowe drogi, trawersowanie i zdobywanie gór. Czuje, ze celem takie formy alpinizmu nie jest sukces, rekord i performance, ale poszukiwanie elementu eksploracji i przygody, czyli tego, co sprawiło, że się zakochałem i stałem szczęśliwy. Od miłości nie wymaga się uzasadnieniem, zakochani nie działają z rozsądku. W grę wchodzi silne i irracjonalne impulsy.”

Gaszerbrum II 8035m, www.zdobywcygor.pl
Książkę „Zew lodu” napisał w czasie próby zimowego zdobycia Nanga Parbat w roku 2012. Próby dwunastej. Uff, nie wiem czy miałabym siłę na tyle i na jeszcze. Zapiski z tego wejścia są niewielkie, raptem kilka zdań kończy każdy z rozdziałów, podsumowania kolejnych dni i plany na następne. Książka skupia się jednak na wcześniejszych wejściach, na śmierci przyjaciela Anatolija Bukriejewa, która była mocnym ciosem. Moro opisuje wejścia na Sziszapangmę, Broad Peak, Makalau, Gaszerbrum II, gdzie uniknął zmycia przez lawinę. Expressowe zdobycie Mount Everest w 48 godzin i Lhotse, który poddał, aby ratować brytyjskiego himalaistę. Nie wchodzi tylko na znane szczyty, modne, ale wybiera inne z powodu ich piękna i oporu, jaki stawiają, mimo relatywnie niewielkiego rozmiaru. To, co w tej książce wybija się na pierwszy plan to absolutna pokora wobec gór oraz szacunek dla każdego człowieka. Zupełny brak chęci rywalizacji i skupianie się na własnych możliwościach, odpowiedzialność za zespól. Nie każde wejście kończy się sukcesem, nie każde kończy się na szczycie, ale to przecież próba się liczy, dlatego warto zapuszczać się na skute lodem trasy ryzykując życie. Zresztą w tej książce nie chodzi o przekonywanie czytelnika to tego, czemu warto akurat uprawiać alpinizm zimowy, to po prostu opis pasji, ze wszystkimi jej pięknymi i mrocznymi stronami.


Simone Moro „Zew lodu”, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2015













Za książkę dziękuję Wydawnictwu Agora

You May Also Like

2 komentarze

  1. O widzisz, tę książkę chcę przeczytać, choćby żeby porównać ze wspomnieniami naszych himalaistów. Swoją drogą to ciekawe, że i bibliotekarz może mieć taką pasję ;)

    OdpowiedzUsuń

Navigation-Menus (Do Not Edit Here!)