Kiedy pomyślę o literaturze norweskiej pierwsze nazwiska jakie przychodzą mi na myśl to Henrik Ibsen, Jostein Gaarder, Åsne Seierstad i ...

Nietoperz, Harry i upiór z otchłani, czyli w oparach aborygeńskich mitów


Kiedy pomyślę o literaturze norweskiej pierwsze nazwiska jakie przychodzą mi na myśl to Henrik Ibsen, Jostein Gaarder, Åsne Seierstad i jeszcze Thor Heyerdahl (tak, tu już naprawdę przekopuje swoją pamięć, ale podróżnik też pisał książki). Dość marnie. Spośród norweskich noblistów nie potrafię wymienić żadnego. Ale ostatnio literatura skandynawska przeżywa renesans, głównie za sprawą kryminałów, ale może to przyczółek jakiejś poważniejszej fali. Od lat 70-tych kiedy Wydawnictwo Poznańskie wydało serię skandynawską, nie przypominam sobie takiego boom’u. Ludzie wprost oszaleli na ich punkcie i jednym tchem wymieniają Mankell’a, Larssona, Johana Theorina, Läckberg, Kallentofta, Karin Fossum i gwiazdę gwiazd  - Jo Nesbø. Na jego temat słyszałam same peany: że fenomen, że najlepszy, że połyka się tom za tomem. Kim jest człowiek, którego twórczości jeszcze nie znam? Na jego oficjalnej stronie zdjęcie w kapturze. Spogląda na mnie dość przystojny mężczyzna, przypomina jeńca wojennego, może to przez tą szczupłość. Mówi o sobie, że pochodzi z rodziny czytaczy i opowiadaczy historii. Sportowiec z pasji i ekonomista z przypadku. Pracownik korporacji, który pewnego dnia poczuł wypalenie i na sześć miesięcy uciekł do Australii, tam narodził się Harry Hole.

Harry, Harry. Policjant, alkoholik, abnegat. Lekko odpychający w sposobie bycia, co tylko przyciąga kobiety. Momentami opanowany, skupiony, dociekliwy, aby w ciągu ułamka sekundy przeistoczyć się w awanturnika i szaleńca. Przeszedł w życiu swoje. Przez swoją brawurę zabił człowieka. Teraz rusza do Sidney, aby rozwikłać morderstwo Inger Holter, byłej prezenterki telewizyjnej. Dziewczyna została zgwałcona, uduszona i zrzucona z urwiska, zaś wszelkie ślady starannie ukryte. Morderstwo na tle seksualnym? Zbrodnia doskonała? Harremu partneruje Andrew Kensington. Dziwny typ, niby chcę go polubić, ale coś mnie powstrzymuje. Wydaje się poczciwy i sympatyczny. Człowiek zagadka, ale taki, który raczej irytuje, skrywa swoje demony i wypuszcza je stopniowo na światło dzienne. W końcu zaskakuje i budzi współczucie.

Akcja rozkręca się powoli, a ścisłej mówiąc bardzo leniwie. Ruszamy na ulice Sidney, a także mniejszych australijskich miasteczek, w świat podejrzanych typków, klubów ze striptizem, narkomanów, prostytutek, alkoholu, nielegalnego boksu, a nade wszytko ludzkich tajemnic i sekretów. Kryminał lekko depresyjny. Różowo nie jest kochani! Im bardziej zgłębiamy się w lekturę tym atmosfera bardziej gęstnieje. Długie dialogi bohaterów, historia Australii i mity Aborygenów mocno oplatają fabułę i mają nakierowywać Harrego na rozwiązanie zagadki. I to jest akurat gorszy pomysł autora, zionie sztucznością. To się Nesbø powysilał. Nawet całość podzielono na trzy części o tajemniczo brzmiących tytułach. Już w pewnym momencie myślałam, że zmierzamy ku rozwiązaniu, za którym stoi jakiś duch, upiór, mara, czyli science fiction. Zaczynałam czuć rozczarowanie - skąd ten zachwyt ludzi? Przecież śledztwo nie porusza się na przód, co więcej: nie ma o nim mowy, to znaczy majaczy gdzieś w tle, ale tle skąpanym w poważnej mgle. Kiedy w pewnym momencie Harry przechyla szklaneczkę whisky, rozpoczyna się oniryczna część książki. Narkotyczny bal. I tak właśnie jest z tą pozycją...czytelnik ocknie się wtedy, kiedy z letargu przebudzi się Harry. Najpierw zespół nagłej zmiany strefy czasowej, potem Jim Beam, a potem kwas. Część książki czytamy w zawieszeniu. Nie można jednak tego kryminału skreślać, a autorowi zarzucać nieudolność i porażkę. Nesbø buduje napięcie bardzo umiejętnie, bo wtedy kiedy chcemy sobie ziewnąć, on dodaje nowy smaczek i od razu nabieramy chęci czytania. A bliżej końca zaczyna się prawdziwe przyspieszenie, aż chce się nielegalnie zajrzeć na ostatnia stronę, żeby nie tyle wiedzieć kto, ale głównie dlaczego. Czy to faktycznie seryjny morderca?

Resumując pierwsza część przygód może zniechęcić, bo fabuła nie porywa. Plusem są za to bohaterowie i na ich przykładzie ukazana dwoistość ludzkiej natury. Harry mnie zaintrygował, nie jest to wprawdzie postać genialna, ale ciekawi mnie co z nim będzie i jak poradzi sobie ze swoimi traumami. Dlatego zakupiłam kolejne części ...
 

Jo Nesbø, „Człowiek nietoperz”, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2012

0 komentarze: