To, że jesteśmy zalewani codziennie masą informacji, to fakt. Sączą się z dzienników na setkach kanałów, w rożnych językach, formach i god...

Zabawy informacją, czyli anatomia medialnej rzeczywistości a książki

To, że jesteśmy zalewani codziennie masą informacji, to fakt. Sączą się z dzienników na setkach kanałów, w rożnych językach, formach i godzinach, z portali internetowych. Sączą się z gazet, tygodników, magazynów i tabloidów w różnych kolorach, rejestrach, w różnych formach. Skupiamy się na gafach polityków, artystów, zwykłych ludzi; melodramatycznych historiach ich związków, czy przepychankach z policją. Na scenę, na równych prawach, wkraczają informacje z podwórka celebrytów. Opera mydlana opakowana w szeleszczący celofan informacji. Kto głośniej krzyknie, kto mocniej przyłoży, zgorszy i przyciągnie. Już nie liczy się tylko szybkość przekazania wiadomości, ale to jak zostaną one podane na talerzu, z jakim dressingiem wymieszane, kto i przez jaki wizjer zajrzy, gdzie i komu. Mało tego, odbiorcy mają też mieć wpływ na przyrządzanie danie, chcą je komentować, brać udział w gotowaniu. Dynamika staje się tym samym zawrotna. I teraz z tego całego zgiełku wyłania się tajemnicze słowo infotainment, czyli hybryda angielskich słów information i entertainment – fakty w zalewie rozrywkowej.
www.ebay.com
Co ma z tym wspólnego książka? Książka okazuje się wspaniałym nośnikiem informacji w wersji drastycznej, sensacyjnej oraz lekkiej, strawnej i zabawnej. Reportaż, wywiad, relacja połączona z ważnym, popularnym, głośnym medialnie wydarzeniem, wychodząca (najczęściej) spod pióra ghotwritera. Dla wydawnictwa czysty, szybki, duży zysk. Takie książki, nie zagrzewają miejsca na listach bestsellerów latami, obmyślone są na efekt chwili. Przykłady? Weźmy spowiedź mamy małej Madzi, Katarzyny W, pod ckliwym tytułem „Wybaczcie mi”. Zatrważające. Dalej "Dowód" Ebena Alexandra (Znak), “Co z tym życiem” Rusin i Ohme (Muza), „Mam odwagę mówić o cudzie” wywiad rzeka z profesorem Januszem Skalskim (Znak), "Ja kapitan" Tadeusza Wrony (Wydawnictwo Poznańskie), "Toksyczna miłość. Amy Winehouse i tabloidy" Magdalena Błaszczyk (Oficyna Wydawnicza Lośgraf). Niedługo ta sama fala wyniesie pewnie Witkowskiego w jakiejś dziwnej formie, czy Magdalenę Ogórek. Różne sytuacje i historie, nie mam zamiaru porównywać i zrównywać, do tego dodam, że poziom literacki nie zawsze spada na dno - nie wszystko jest totalnym chłamem. Pytam tylko w jakim kierunki idziemy i co motywuje wydawnictwa do wypuszczania takich tytułów? Pewnie zysk, nie ma co owijać w bawełnę: za coś muszą wydawać debiutantów, niszowców, czy tak zwaną literaturę ambitną. Proszę państwa: Janusz Leon Wiśniewski sponsoruje Weronikę Murek. A może TYLKO zysk? 
Faktycznie rzeczywistość przerasta fikcję, zainteresowanie światem jest bardzo duże, chwytamy wszystko w biegu. Jako, że żywo interesuje mnie przyszłość książki, zastanawiam się, czego potrzebuje czytelnik: rzetelności czy pisaniny, a może wiecznej rozrywki? Czy zaleje nas tsunami literackich gniotów, a książka stanie się tabloidem?
www.eyemagazine.com

0 komentarze: