Intrygował mnie tytuł. Uwodzicielski, tajemniczy, ale zanim przeczytałam całość, zdarłam z książki część zagadki i wygooglowałam nazwisko ...

Mutacje Miczurina i Weroniki Murek

Intrygował mnie tytuł. Uwodzicielski, tajemniczy, ale zanim przeczytałam całość, zdarłam z książki część zagadki i wygooglowałam nazwisko Miczurina. Hodowca i sadownik. Odkrycie pierwsze - nie będzie dosłownie i nie o genetyce. Zbyt trywialnie.
copyrights Anna Mika via ksiażki.onet.pl
Drugie odkrycie. Natrafiłam na książkę z perfekcyjnym pierwszym zdaniem. Wiecie takim, które zawiera treść totalną, albo jest fantastycznym czytelniczym pasem startowym. Zatapiamy się i odlatujmy. „O tym, że nie żyje dowiedziałam się jako ostatnia”. I tak czytam pierwsze z siedmiu opowiadań, gdzie jakaś kobieta, imieniem Maria, zatrzasnęła się między życiem i śmiercią. Łazi po wiosce-mieście, szura butami, coś gada, głównie zaprzecza. Śmierć okazuje się taka ludzka. Dalej Murek zabawia też po ludzku i żongluje Trójcą Świętą, przemijaniem, folklorem, mistycyzmem czy karawanem z trumną (tu kamera narracji podglądnie pogrzeb z bożego i żabiego pułapu!). Prawdziwa nawałnica dziwnego rodzaju szczegółu w wyolbrzymionych dokładnością opisach scenografii. Wszystko to po to, żeby zagubić czytelnika w czasie. Po co nam wiedzieć gdzie jesteśmy, literackie gdzieś i tyle. Ujmujące, ale z czasem zaczęłam mieć ambiwalentne uczucia, jakbym czytała o widmach. Ten brak namacalności lekko nużył i wyczerpał się, tak sądzę, w ostatnim opowiadaniu.

Odkrycie trzecie – nic nie jest tym, czym się wydaje. Pięknym językiem pisze Murek, oszczędnym, plastycznym, tylko, że znowu ta prostota nie jest taka prosta, kryje pełno niedomówień, skojarzeń, odniesień. To, co Miczurin robił roślinom, Murek zafundowała językowi i narracji. Ciekawy debiut.


Weronika Murek „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015

0 komentarze: