Ostrów Tumski- Wrocław

by - 15:37

Cafeterie Chic

To moje miejsce we Wrocławiu, gdzie lubię pobyć, pospacerować, wypić herbatę, pójść do kościoła, poczytać książki. Miejsce bardzo popularne, a jednak ciche. Tylko ptakom wypada głośno ćwierkać. Tramwaje szumią w oddali. Odra toczy wody. Tu jest kolebka miasta, tu wszystko się zaczęło w 1000 roku. Ostrów Tumski - wyspa tylko z nazwy. Staropolski „ostrów” to właśnie mała wyspa na rzece. Turyści nieśmiało pstrykają zdjęcia. Tu i ówdzie śmiech albo głos przewodnika. Chociaż burza wisi nad głową, wilgotność przekracza polskie normy, to jest przyjemnie. Chłodno. Wieże i mury kościołów dają cień. Jest święty Jan Chrzciciel, święci Piotr i Paweł, leciwy i surowy święty Idzi, święty Bartłomiej i święty Marcin. Można spędzić godziny w ich objęciach, zostawić szum za sobą i zostać z echem butów siostry Szarytki i chrząknięciami starszych pań. Zapach wilgoci i drewna, przetykany kadzidłem. Drogocenna wonna żywica spalana przez wieki zżyła się z murami. Igły świerków, sosen, jałowca oraz oman, arcydzięgiel czy werbena pospolita. Mieszanka woni palonych roślin i mijających stuleci. Nierówne ściany, o kamienistej teksturze –epitafia sufragana Balthasara, księdza Milika i Bonaventury Hahna. Barokowe figury, z dziwnymi uśmiechami na twarzy, kurczące się po ciężarem dekoracji. Cierpią? Radują się? Milczą, choć widziały niejedno. Bóg przyjmuje wszystkich w swoim domu, niektórzy zostają tu na wieki, jak biskup Przecław. Bóg jest miłosierny, ale człowiek w swej małości powinien być czujny. Przypomina o tym Kaplica Elektorska, bo nawet Anioły zostały strącone. Alegorie czterech rzeczy ostatecznych – śmierci, sądu, piekła i nieba przerażają. Modlitwy mkną do nieba po strzelistych iglicach. Nikt nie leje wody, tylko święty Jan, ale on ma taką pracę… .
kosciół pw. św Piotra i Pawła

Kościół na kościele. Pierwszy, drugi, trzeci, katedra, archikatedra. Dosłownie. Pod ziemią także. Fragmenty dawnych murów, przytłoczone kolejnymi. Można z nich wyczytać intencje architektów i zmiany planów. Miał być kościół, ale dokopano się do korzenia w kształcie krzyża. To znak! Kiedyś człowiek widział wszystkie znaki, wyraźnie, współczesny o nich zapomina, po prostu betonuje, gdzie może. Znak podzielił kościół na dwa: dolny i górny. Odtąd święty Bartłomiej dźwiga krzyż.

Można usnąć w tej ciszy tak jak pewien chłop tęskniący za swoja zmarłą żoną i jej wyśmienitymi kluskami śląskimi. Przyśniła mu się, a kiedy się obudził mógł cieszyć się miską świeżych klusek. Jedną chciał zostawić sobie na pamiątkę tego cudu, ale ta stoczyła się z łyżki i skamieniała na łuku, który łączy świętego Idziego  z domem kapituły. Tak powstała Brama Kluszczana. Działy się tu cuda!

W ogrodach biskupich kwietnie lawenda. Trawniki wymuskane, żadne źdźbło nie śmie podrosnąć pierwsze. Na murach bezczelnie rozkłada się bluszcz, leniwie puszczając kaskady liści dające cień i wytchnienie, którego szukamy dziś wszyscy.





Zdjęcia autorki.

You May Also Like

1 komentarze

  1. super Agatka! Piękne słowa i zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń

Navigation-Menus (Do Not Edit Here!)