27 stycznia 1904 Drogi Oskarze, Napisałeś do mnie kochany list, na który należałoby odpowiedzieć od razu lub wcale, tymczasem upłynęły dwa tygodnie bez mej odpowiedzi, co byłoby niewybaczalne, ale mam ku temu dwa powody. Przede wszystkim chciałem napisać Ci dopiero po uważnej refleksji, ponieważ odpowiedź na Twój list...
Harry Hole powraca i ma się lepiej! Tak bohater, bo dzielnie opiera się
swojej największej słabości, jak i autor, bo „Karaluchy” są o wiele lepsze niż "Człowiek nietoperz"! Pięć
godzin, tyle zajęło mi przeczytanie, a byłoby krócej, gdyby Marcin nie schował
książki! Irytowało go moje ciągłe, wczorajsze znikanie z kryminałem pod bluzką
i bunkrowanie się w łazience – „Masz coś
z żołądkiem? Ciągle tam siedzisz.”
Nie mogłam się oderwać! Nesbø fantastycznie prowadzi akcję. Najpierw
wciąga czytelnika w opowieść, która na początku wydaje się tak banalnym
rozwiązaniem kryminalnej zagadki, że aż szkoda nam autora, ale już kiedy udaje
mu się nas przekonać … ciach! Odcina nitkę historii i spadamy z hukiem na
ziemię – „Czytelniku jak mogłeś w to
uwierzyć?!”. Kiedy akcja na chwile przystaje, okazuje się, że tam właśnie
ukryto fragment klucza do rozwiązania zagadki. Miejcie się na baczności! A
autor kusi dalej, ciągle wyprowadzając nas w pole i ślepe zaułki, podsuwając
rozwiązanie i grając na nosie. Cudownie, lubię się tak bawić. Książkowa
ciuciubabka. Napięcie utrzymane przez całą powieść i chociaż zorientowałam się
KTO i mniej więcej DLACZEGO, to nie odebrało to kryminałowi napięcia. I Harry,
ujmujący jak nigdy! Zaczynam go skrycie wielbić – tą jego charyzmę,
nonszalancję, ten jego introwertyzm, cynizm, poczucie humoru i
niedoskonałość(-ci).
Tym razem rusza do Bangkoku, aby rozwikłać zagadkę
śmierci ambasadora Norwegii, Atlego Molnes, pchniętego nożem w podrzędnym
motelu-burdelu. Egzotyczne miasto, które tętni, pulsuje jak żywy organizm,
wypełnione dźwiękiem, hukiem, hałasem. Kilometrowe korki, zaduch, fetor,
robactwo, smród i brud. A ambasadorowi zachciało się w tym klimacie łyżwiarki…
. Sprawa nie wygląda dobrze, bo za wszystkim stoi nieczysta polityka i wielkie
pieniądze. Każdy może mieć ochotę ukryć to i owo, mataczyć, a nawet sprawić, żeby
prawda nie ujrzała światła dziennego. I kto lepiej wpasuje się w takie tło, jak
nie wiecznie trzeźwiejący detektyw? Harry oficjalnie staje się figurantem i do
pewnego momentu gra tak, jak mu zagrają. Sekretów i sprzeczności jest wiele:
ambasador był homoseksualistą i w chwili śmierci miał przy sobie fotografię
małego tajskiego chłopca w niedwuznacznej sytuacji. Tak, tak czeka nas
prawdziwe bagno ludzkich dewiacji, potrzeb, siatek pedofilskich, tajskich
prostytutek, uzależnień. Mroczne klimaty, aż cierpnie skóra. A pan ambasador to
przyjaciel premiera i członek Chrześcijańskiej Partii Ludowej. Skandal
murowany. Galeria podejrzanych świetnie namalowana – żona, córka ambasadora,
tajne służby, współpracownicy, sukcesorzy, wierzyciele (bo pan ambasador lubił
sobie pograć). Jest w czym wybierać!
Czy można przeczytać tą część pominąwszy pierwszą? Myślę,
że tak. Ja lubię po kolei. Sprawy kryminalne są odrębne, ale opowieść o życiu
Harrego i o nim samym, dawkowana jest w każdym tomie, w tle.
To nie jest jeszcze to czego oczekiwałam, ale myślę, że
zmierzamy ku ideałowi. Ta część jest faktycznie jak tajski masaż, momentami
akupresura jest tak silna, że z bólu ciskamy zęby, momentami autor rozciąga
nasz mózg i zmusza do gimnastyki, a to wszystko pośród orientalnych zapachów i
stęchlizny. Podobno z każdym tomem serii jest lepiej, więc bardzo się cieszę,
bo właśnie zakupiłam „Czerwone gardło”.
Ktoś w komentarzach poradził mi dawkować sobie te kryminały, obawiam się, że
nie będę potrafiła. Mój apetyt rośnie.
Czy zastanawialiście się kiedyś jaki skład chemiczny maja łzy? Encyklopedia podaje, że to głównie woda, trochę soli ...
To książka niepozorna. Sto pięćdziesiąt siedem stron. Wymiary 20x13 cm, a komentarz z tyłu głosi: „Opowieść mieszcząca ...
„… będziecie mieszkać w namiotach przez całe życie, abyście długo żyli na ziemi, na której jesteście wędrowcami.” ...
Mały troll Maciupek to sympatyczny płochliwy stwór. Ze swoimi krótkimi, postrzępionymi włoskami, w ciemnym płaszczu i ...
Kiedy pomyślę o literaturze norweskiej pierwsze nazwiska jakie przychodzą mi na myśl to Henrik Ibsen, Jostein Gaarder ...