Święta, czyli ucałuj męża przy jajku

by - 21:28


Niektórzy nie lubią dzielić się jajem, nie znoszą białej kiełbasy, wzdrygają się na poniedziałkowe polewanko, bo kojarzy im się z perfumami „Być może”. Są i tacy, którzy wspominają z rozrzewnieniem zapach saletry i domowej roboty bomb (jestem z Bałut, to wiele wyjaśnia). Wielkanoc, święta poprzedzone skupieniem wokoło tortury i śmierci, adoptujące z popularnej kultury Zajączka (w Australii wielkoucha króliczego!) ukrywającego w ogrodzie czekoladowe jaja. Czeskie kobiety pozwalają się smagać, Cypryjczycy urządzają gigantyczne ogniska, na Bermudach puszczają obowiązkowo latawce, a Filipińczycy podchodzą naturalistycznie. Dziwne święta. 

POST
Dzielimy się na grupy przestrzegające i nie, choć tak zwana sekcja ortodoksyjna, zabija wzrokiem, wypuszcza odgłosy niezadowolenie (fukanie), kiedy liberał sięga po plaster szynki. Są także tak zwani niepewni, którzy na widok kotleta na talerzu w Wielki Piątek mówią nieśmiało: czy aby dziś nie jest post? i jedzą. Poza podsuwanym rzadko pokarmem, nic innego zjeść się nie da. Wszytko oklejone etykietkami: Nie jeść, nie pić. Nie wiem jak robi to moja mama, ale tak misternie układa wszystko w lodówce, że wyciągniecie choćby śledzika, a nawet kuleczki groszku, może wywołać lawinę spadających półmisków i niechybną awanturę. Podbieramy, co możemy i jak możemy, morzeni głodem. Pomarańcze nas ratują, podaż witaminy C i B osiąga apogeum.


STÓŁ SIĘ UGINA
Czasem mam wrażenie, że nasza rodzina w jakiś magiczny sposób przed świętami się klonuje, przynajmniej w wyobraźni mojej mamy i teścia. Ciasto idą w dziesiątki, na obiad wybór mięs, na których widok nerki krzyczą wysoką kreatyniną; wybory sałatek, śledzi i jaj faszerowanych, zapiekanych, gotowanych, święconych, przepiórczych, kurzych. Potrawy są co roku tuningowane. Na przykład sernik nie jest już zwykłym sernikiem, jest serem pokrytym bezą, brzoskwiniami i ponownie bezą. No i ... zmarnować się nie może, bo po co my tyle w kuchni. Trzeba żreć. Mam przed oczami taki obrazek z dzieciństwa: prababcia, babcia i moja mama zmieniające tylko talerze między kolejnymi posiłkami. Niczym obiad Obelixa. Nikt nie miał już miejsca, jelita kwiczały z bólu, ale kolejne porcje mazurka orzechowego wędrowały do paszczy - na zapasa, aby smak w cudowny sposób przetrwał rok.



JESTEM NA DIECIE
I tutaj pojawia się taka nasza tradycja, że co jakiś czas dokładnie w święta ktoś postanawia: nie jeść kalorycznie, przejść na wegetarianizm, odkwasić organizm i inne takie tam. Nie, nie po świętach, a właśnie w. Żadnego chleba, żadnych wędlin, żadnego schabu. Niektórych taka postawa doprowadza do nerwicy. Narobili się sałatek z majonezem, mięsiw w sosach wszelkich, nasolili, napiekli, a tutaj fanaberia, który domaga się egzotycznej sałatki z salaka i banana czerwonego z kiwano, zamiast jaja i kiełbasy. A w parku obok jest wystarczająco młodej trawy.



KAJMAK W NOSIE I PRZECIĄGANIE LINY
Najpierw biegaliśmy na przełaj. „Gdzie spędzamy święta?” pytanie koronne, pojawiające się i wiszące nad naszymi głowami niczym miecz Damoklesa. Teściowie czy rodzice? To nie jest tak, że jedno z nasz pochodzi z Gdańska, a drugie z Przemyśla. Obie rodziny mieszkają w jednym mieście, co więcej jedyne cztery kilometry od siebie! Najpierw próbowaliśmy u każdego. Rano jajo u mamy, za dwie godziny jajo u teściowej. Podwójne żarcie, uwierzcie każdego może wykończyć, do tego aprowizacja w biegu. Jeszcze kiełbasa wystaje z zębów, a już dzwoni teść, że u nich stygnie i że głodni, więc z tą kiełbasą na widelcu, ruszaliśmy na drugie śniadanie. Po pojawieniu się dziecka zaczęliśmy przeciągać linę. Każdy w swoja stronę. Na nic próby.



GRUPA ODPOCZYWAJĄCA, ŚWIĘTY SPOKÓJ NA ŚWIĘTA
Tak, jest taka. W zamyśle każdy z nas do niej należy tuż przed świętami. Te wizje nicnierobienie, słodkiego lenistwa, zalegania na kanapie i ogólnego relaksu. A tu trzeba jeść, trawić, ogarnąć dzieciaki, kiedy znudzą się już sobą, Jednak po obiadku grupa zalega na kanapie, w pozycji pół zgiętej, markującej gotowość do natychmiastowej rozmowy. Widok tak śpiącego wywołuje pytanie – wygodnie tak? 
To nie jest tak, że nie palimy się do pomocy. Po prostu są tacy, którzy wolą po swojemu, sami, urobić się, zaharować, dopilnować. Sami. Sami. Ja zwykle stanowię obsługę techniczną, nakrywam coś siekam, obstawiam najmłodszych. W tym roku przybyłam wcześniej z misją humanitarną … pozwolono mi odkurzyć, wyrzucić śmieci i posiekać pieczarki.



ZA ROK WYJEŻDŻAMY

No, udało nam się to raz, ale nie w Wielkanoc. Celem było odciążenie głównych kuchmistrzów i rozłożenie pracy. Wyszło super. Teraz znowu zaczynam marzyć.


You May Also Like

3 komentarze

  1. Ha ha ha oj fakt młodej trawy coraz więcej 😜

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja się cieszę, że u nas nie ma tego świątecznego terroru i niekontrolowanego obżarstwa. Regularnie uciekamy: dwa lata temu Hamburg, rok temu Paryż, a w tym roku odwiedziny u rodziny szwagra, który Wielkanocy zwyczajnie nie celebruje.
    Jest wspaniale: relaksująco i po naszemu. Polecam!

    OdpowiedzUsuń

Navigation-Menus (Do Not Edit Here!)