Te wpis jest jak plaża nudystów w Chałupach w czasach PRLu, pełno w nim ciał. Ciał podobno doskonałych. Ciał, które miały zniknąć, bo...


Te wpis jest jak plaża nudystów w Chałupach w czasach PRLu, pełno w nim ciał. Ciał podobno doskonałych. Ciał, które miały zniknąć, bo podgryzł je rak. Ciał udających i goniących za przyjemnością. I w końcu ciał, które nie potrafią odnaleźć się w ciszy i rzucają się na … książki. W obliczu ostatnich rewelacji Biblioteki Narodowej o stanie, może to brzmieć jak wyczekiwane odwrócenie trendu, na które ktoś, gdzieś czeka chyba jeszcze. Nie. Jest i jedno ciało, które rozprawia o reportażu. Ciało ubrane.

PATRZ


Amerykańska firma Eckhaus Latta, znana ze swoich uniseksowych projektów, w najnowszej kampanii promocyjnej sięga po seks. Odwaznie, bo modele i modelki bzykaja się swobodnie. Jeśli myślicie, że to pierwsza tak odważna kampania, WMagazine proponuje przegląd osiemnastu najbardziej kontrowersyjnych kampanii modowych.

🎕 

CZYTAJ

Czy książka „Kapuścińskie non-fiction” została ocenzurowana? Dlaczego nie lubi określenia „polska szkoła reportażu”? O faktach alternatywnych i relacji dziennikarskiej. Dlaczego reportaż przenosi się do książki? Kogo czyta? Bardzo ciekawy wywiad z Arturem Domosławskim w Krytyce Politycznej.

🎕  

Bycie bionicznym, nie może być nudne” mówi Mama Cax we wstępie do swojego bloga podróżniczego. Ma rację. Smaki, moda i ciekawość mają wpływ na miejsca, które odwiedza. Oryginalnie, odważnie i bez ściemy.

https://mamacax.com



MYŚL

Dlaczego kobiety udają orgazm? Dlaczego nie powinny tego robić? Tylko 30% pań szczytuje w czasie stosunku. Czemu kobietom jest przykro albo wstyd kiedy nie odczuwa przyjemności? Czemu unikamy etapu docierania się?Pink Candy o wisience na torcie, której może nie być.



🎕

Amerykanie, szczególnie między 25-34 rokiem życia coraz częściej słuchają audiobooków. Ale nie ma to wiele wspólnego z nagłym wzrostem potrzeby obcowania z literaturą, a bardziej z obsesją zwiększenia produktywności. Ciekawie o lęku przed bezczynnością i nieradzeniu sobie z wyciszeniem na stronach Quartz.

"Jesteś stanowczo zbyt porządny - oświadczył pan Lis." Z tej książki dowiemy się po pierwsze, że zwierzęta mają dobre ser...


"Jesteś stanowczo zbyt porządny - oświadczył pan Lis."

Z tej książki dowiemy się po pierwsze, że zwierzęta mają dobre serce, bez powodu nie zaczepiają, są rodzinne i pełne serdeczności, ale potrafią odpalić z liścia, gdy ktoś kopie pod nimi … dołki. Ludzie są dość prymitywni, mimo sporego mózgu, bezmyślnie niszczą wszystko co im zawadza, pełni chorej nienawiści i niekontrolowanej agresji. I tak miesza się ten świat zwierzęco-ludzki. Po drugie, kradzież to czyn dobry w pewnych okolicznościach. Robin Hood przecież zabierał bogatszym i dzielił się z tymi o skromniejszych aktywach. Po trzecie, w spożywaniu alkoholu przez niepełnoletnich nie ma nic nieodpowiedniego (jabcok to tylko 4,5%). I wreszcie po czwarte, życie w schronie jest w modzie, wszak Norwegowie już przenoszą to i owo pod ziemię. Takie kombinacje tematyczne możliwe tylko w książce Roalda Dahla „Fantastyczny pan Lis”.

"Fantastyczny Pan Lis" rez. Wes Anderson

Tytułowy bohater jest dzielny, pomysłowy, troszczy się nie tylko o swoją rodzinę, ale także sąsiadów. Codziennie robi krótkie wypady na jedną z pobliskich farm Gnojka (po kurczaki), Blagiera (po kaczki i gęsi) lub Szparaga (po indyka i cydr). Trzej bogaci właściciele to dość karykaturalne i groteskowe typki, które poczuły pewnego dnia, że przelała się czara wkurzenia i ruszyli sprzętem ciężkim na norę naszego nieustraszonego. Nie patyczkowali się postanowili dokonać zniszczenia totalnego oraz pełnej eksterminacji gatunku lisiego. Oblężenie trwało długo. Walka na wyniszczenie i wyczekanie. Ale Lis ma być fantastyczny, prawda? No i tu mały zonk, gdzież ta fantastyczność, gdzież ta nieprzeciętność i niezwykłość? Chyba, że chodzi o niecny plan dokopania się do wnętrza ziemi, albo zbudowanie podziemnego miasta? Ale to już było.
Książki Dhala nie są grzecznymi księżniczkami, daleko im do konformizmu, pełno w nich swawolnej inwencji, krnąbrnej energii i momentami agresywnej wyobraźni. To ekstrawaganckie antybajki i za to go lubię. Wycieka z nich tęsknota dorosłego za nieposkromioną i nieskażoną wolnością myśli i czynów. I mimo, że Pan Lis bawi, że kibicujemy mu z całych sił, to jednak jego przydomek jest zdecydowanie nadmuchany i zwodniczy. Na końcu westchniecie to tyle? Ale dzieci piszczą z radości…


Roald Dahl „Fantastyczny Pan Lis”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017

Niektórzy nie lubią dzielić się jajem, nie znoszą białej kiełbasy, wzdrygają się na poniedziałkowe polewanko, bo kojarzy im się z perf...


Niektórzy nie lubią dzielić się jajem, nie znoszą białej kiełbasy, wzdrygają się na poniedziałkowe polewanko, bo kojarzy im się z perfumami „Być może”. Są i tacy, którzy wspominają z rozrzewnieniem zapach saletry i domowej roboty bomb (jestem z Bałut, to wiele wyjaśnia). Wielkanoc, święta poprzedzone skupieniem wokoło tortury i śmierci, adoptujące z popularnej kultury Zajączka (w Australii wielkoucha króliczego!) ukrywającego w ogrodzie czekoladowe jaja. Czeskie kobiety pozwalają się smagać, Cypryjczycy urządzają gigantyczne ogniska, na Bermudach puszczają obowiązkowo latawce, a Filipińczycy podchodzą naturalistycznie. Dziwne święta. 

POST
Dzielimy się na grupy przestrzegające i nie, choć tak zwana sekcja ortodoksyjna, zabija wzrokiem, wypuszcza odgłosy niezadowolenie (fukanie), kiedy liberał sięga po plaster szynki. Są także tak zwani niepewni, którzy na widok kotleta na talerzu w Wielki Piątek mówią nieśmiało: czy aby dziś nie jest post? i jedzą. Poza podsuwanym rzadko pokarmem, nic innego zjeść się nie da. Wszytko oklejone etykietkami: Nie jeść, nie pić. Nie wiem jak robi to moja mama, ale tak misternie układa wszystko w lodówce, że wyciągniecie choćby śledzika, a nawet kuleczki groszku, może wywołać lawinę spadających półmisków i niechybną awanturę. Podbieramy, co możemy i jak możemy, morzeni głodem. Pomarańcze nas ratują, podaż witaminy C i B osiąga apogeum.


STÓŁ SIĘ UGINA
Czasem mam wrażenie, że nasza rodzina w jakiś magiczny sposób przed świętami się klonuje, przynajmniej w wyobraźni mojej mamy i teścia. Ciasto idą w dziesiątki, na obiad wybór mięs, na których widok nerki krzyczą wysoką kreatyniną; wybory sałatek, śledzi i jaj faszerowanych, zapiekanych, gotowanych, święconych, przepiórczych, kurzych. Potrawy są co roku tuningowane. Na przykład sernik nie jest już zwykłym sernikiem, jest serem pokrytym bezą, brzoskwiniami i ponownie bezą. No i ... zmarnować się nie może, bo po co my tyle w kuchni. Trzeba żreć. Mam przed oczami taki obrazek z dzieciństwa: prababcia, babcia i moja mama zmieniające tylko talerze między kolejnymi posiłkami. Niczym obiad Obelixa. Nikt nie miał już miejsca, jelita kwiczały z bólu, ale kolejne porcje mazurka orzechowego wędrowały do paszczy - na zapasa, aby smak w cudowny sposób przetrwał rok.



JESTEM NA DIECIE
I tutaj pojawia się taka nasza tradycja, że co jakiś czas dokładnie w święta ktoś postanawia: nie jeść kalorycznie, przejść na wegetarianizm, odkwasić organizm i inne takie tam. Nie, nie po świętach, a właśnie w. Żadnego chleba, żadnych wędlin, żadnego schabu. Niektórych taka postawa doprowadza do nerwicy. Narobili się sałatek z majonezem, mięsiw w sosach wszelkich, nasolili, napiekli, a tutaj fanaberia, który domaga się egzotycznej sałatki z salaka i banana czerwonego z kiwano, zamiast jaja i kiełbasy. A w parku obok jest wystarczająco młodej trawy.



KAJMAK W NOSIE I PRZECIĄGANIE LINY
Najpierw biegaliśmy na przełaj. „Gdzie spędzamy święta?” pytanie koronne, pojawiające się i wiszące nad naszymi głowami niczym miecz Damoklesa. Teściowie czy rodzice? To nie jest tak, że jedno z nasz pochodzi z Gdańska, a drugie z Przemyśla. Obie rodziny mieszkają w jednym mieście, co więcej jedyne cztery kilometry od siebie! Najpierw próbowaliśmy u każdego. Rano jajo u mamy, za dwie godziny jajo u teściowej. Podwójne żarcie, uwierzcie każdego może wykończyć, do tego aprowizacja w biegu. Jeszcze kiełbasa wystaje z zębów, a już dzwoni teść, że u nich stygnie i że głodni, więc z tą kiełbasą na widelcu, ruszaliśmy na drugie śniadanie. Po pojawieniu się dziecka zaczęliśmy przeciągać linę. Każdy w swoja stronę. Na nic próby.



GRUPA ODPOCZYWAJĄCA, ŚWIĘTY SPOKÓJ NA ŚWIĘTA
Tak, jest taka. W zamyśle każdy z nas do niej należy tuż przed świętami. Te wizje nicnierobienie, słodkiego lenistwa, zalegania na kanapie i ogólnego relaksu. A tu trzeba jeść, trawić, ogarnąć dzieciaki, kiedy znudzą się już sobą, Jednak po obiadku grupa zalega na kanapie, w pozycji pół zgiętej, markującej gotowość do natychmiastowej rozmowy. Widok tak śpiącego wywołuje pytanie – wygodnie tak? 
To nie jest tak, że nie palimy się do pomocy. Po prostu są tacy, którzy wolą po swojemu, sami, urobić się, zaharować, dopilnować. Sami. Sami. Ja zwykle stanowię obsługę techniczną, nakrywam coś siekam, obstawiam najmłodszych. W tym roku przybyłam wcześniej z misją humanitarną … pozwolono mi odkurzyć, wyrzucić śmieci i posiekać pieczarki.



ZA ROK WYJEŻDŻAMY

No, udało nam się to raz, ale nie w Wielkanoc. Celem było odciążenie głównych kuchmistrzów i rozłożenie pracy. Wyszło super. Teraz znowu zaczynam marzyć.


 „ Książki na początku zawsze stawiają opór, bo zabierają dużo czasu. ” „ Tony i Susan” Wright'a to dziwna książka, niebezpi...


 „Książki na początku zawsze stawiają opór, bo zabierają dużo czasu.

Tony i Susan” Wright'a to dziwna książka, niebezpiecznie absorbująca i autentycznie dobra. W sumie niewiele się w niej dzieje. Kobieta imieniem Susan czyta manuskrypt, który po dwudziestu latach milczenia podsyła jej były mąż, Edward. Po co? Nasza czytelniczka wiedzie wygodne życie. Uczy angielskiego na pół etatu, żonuje kardiochirurgowi, wychowuje trójkę dzieci i czyta. Małżeństwo z ex wypaliło się, gdy Susan zaczęła wyraźnie ciążyć nadmierna wrażliwość Edwarda, która ją początkowo ujęła, a potem przerodziła się w parcie papier, bez wyraźnych ku pisaniu predyspozycji. Czy facet nabrał szlifów? Manuskrypt rodzi raczej obawy, niż przyjemne smyranko w brzuchu. Zaczynamy czytać drugą powieść. Poznajemy historię Tony'ego Hastingsa i jego rodziny w drodze na wakacje do Maine. Nocna podroż międzystanową autostradą szybko okazuje się mieć katastrofalne skutki. Nic nie będzie słodkie piękne i seksi. Trzech nieznanych mężczyzn, Lou, Ray i Turk, postanowi urządzić nocne harce blokowania i zajeżdżania drogi innym autom i choć przymilnie zmienią przebitą oponę, to całość wieczoru zwieńczy krwawa jatka. Tutaj pozostawię was z wielkim znakiem zapytania, bo naprawdę trudno pisać o tej książce nie chwytając się spojlerów. Szykujcie się na bezwzględny, opresyjny i trzymający w napięciu thriller, nie mieszczący się w klasycznych ramach gatunku. Z drugiej strony zaskoczy was wspaniała powieść psychologiczna, pełna przemyśleń na temat dokonywanych w życiu wyborów. Oto Tony błądzący wśród lasów, niczym postać wychodząca spod pióra Cormaca Mccarthy'ego oraz Susan, jak z katalogu Chanel, ascetycznie idealna, ćwicząca od lat niechętnie przydzielone role, podporządkowane mężowi. Doktorat z literatury zamieniony na spokój, wrażenie szczęścia, którym zachwieją słowa? Dwie powieści, czytane jednocześnie dadzą poczucie czegoś autentycznie absorbującego i genialnego.
Książka Wrighta ukazała się w 1993 roku, zebrała dobre recenzje, ale jej pięć minut, można denominować raczej w sekundach. Tymczasem to kawał świetnej literatury. Wstrząsająca eksploracja pogranicza sprawiedliwości i zemsty. Brutalna alegoria mrocznych stron ludzkiej natury, ale także rzecz o potędze czytania. Czytania mącącego myśli i pisania reżyserującego odbiorcę uwodzicielskim stylem. „W tej książce nie ma przyszłości. Jej miejsce zajęła przemoc, zastępująca strach dreszczem, takim jak ten podczas jazdy kolejką górską


Austin Wright „Tony i Susan”, Warszawski Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa 2011r.

Krecia P. usłyszała kiedyś, żeby " nie przechodzić obojętnie obok żadnej pokusy, bo może się ona już drugi raz nie pojawić &...


Krecia P. usłyszała kiedyś, żeby "nie przechodzić obojętnie obok żadnej pokusy, bo może się ona już drugi raz nie pojawić". Dlatego poczytajcie dziś między innymi o książkowych pokusach polityków we Francji (szczególnie przed wyborami), kusicielskich ubiorach rzekomo prowadzących do gwałtów, niebezpiecznej rybce zwodzącej kolorami, o sposobach na problemy z erekcją i bardzo powabnej zniżce w e-księgarni.


PATRZ


Łacińskie erectio znaczy wznoszenie, a Hipokrates twierdził, że wzwód powodowany jest napływem powietrza w prącie. No, cóż, ziemia też kiedyś była płaska … Jak powstaje erekcja u mężczyzny, co może ją zaburzać i jak historycznie radzono sobie z takim problemem? Dlaczego próbowano wszczepiać mężczyznom fragmenty małpich jąder? Czy to wynik klątwy? Co ma do tego oddawanie moczu przez obrączkę żony? O tym Polimaty.


🎕

Buty Georgii O'Keeffe. Zachwyciłam się po prostu.


24 kwietnia premiera książki Dawn Tripp "Georgia. Powieść o Georgii O'Keefe", Wydawnictwo Rebis




CZYTAJ

"Francuskie wybory już tuż tuż. Z jedenaściorga kandydatów biorących udział w wyścigu do fotela prezydenckiego aż dziewięcioro popełniło przynajmniej jedną książkę lub było jej tematem właśnie przy okazji wyborów." O tym dlaczego i co z tego wynika u Eweliny na Cocteau & Co.

🎕

Od pomysłu do książki. Jaką drogę przechodzi pisarz? George Saunders dla Guardiana o poprawkach, szkicach, przeglądach, czytaniu i systemie problemów.

🎕

Meiacanthus atrodorsalis jest jadowitą rybką zamieszkującą wody Oceanu Spokojnego. Pewien nieustraszony zoolog, George Losey, chcąc poznać skład jej jadu wstrzykiwał go sobie i myszom. Dopiero teraz badaczom udało się ustalić, że tak naprawdę Losey dawkował sobie i gryzoniom heroinkę ... Więcej w Polityce.


🎕

Książkowy dyskont AROS obchodzi szóste urodziny i do 11 kwietnia dopieszcza Was dodatkowym rabatem (7%). Kod: 6urodziny.


🎕

Krzysztof Jędrzejak fotografii uczył się sam. Tematem jego prac jest wybrzeże Bałtyku i społeczność zimnolubnych surferów. Lubię podglądać.



MYŚL

27 marca na Spitsbergenie otwarto Światowe Archiwum Arktyczne – Bibliotekę Końca Świata, która ma ochronić m.in. najcenniejsze dzieła literatury przed wyginięciem. Swoje zbiory mogą przekazać wszystkie kraje, a tej chwili zmagazynowano tam utwory z Norwegii, Brazylii i Meksyku. Czy Polska powinna wysłać tam „Pana Tadeusza”?



🎕
Pokaz "GuiltyClothes" miał zaprezentować najbardziej szokującą, wyzywającą, erotyczną i niepokorną kolekcję, jaką kiedykolwiek stworzono. Okazał się częścią kampanii społecznej, której celem jest rozprawienie się ze stereotypem zakładającym, że kobiety, które padły ofiarą przemocy seksualnej, prowokowały swoim wyzywającym strojem.







„ Stambuł przypominał wody cieśniny, które przy powierzchni płynęły z północy na południe, a przy dnie – w przeciwnym kierunku. Dwa b...



Stambuł przypominał wody cieśniny, które przy powierzchni płynęły z północy na południe, a przy dnie – w przeciwnym kierunku. Dwa byty, które płynęły razem, ale osobno, jakby obok siebie i w innych epokach, pokazywały, że miejsce może panować nad czasem i wciągnąć go jak wir.


Lubię książki o miastach pisane nie dla turystów. Lubię powojenną nieuporządkowaną Warszawę Trymanda. Lubię szemrany Londyn Zadie Smith, etniczny i podupadły. Lubię kompaktowy i złożony Dublin Joyce'a. Do książki Sönmeza podeszłam nieturystycznie. 

Istambuł, metropolia na skraju kontynentów i złożoności, w książce stał się marzeniem, pragnieniem i opresyjną pułapką oraz salą tortur. Zero pocztówkowego tła, miłości wśród zabytków, czy seksu w mieście. Sönmez sięgną po pesymizm i mroczność, aby pokazać miasto, które kocha. Zszedł trzy poziomy niżej i osadził swoich bohaterów w więzieniu pod ulicami miasta. Mikroskopijna cela i czterej mężczyźni, więźniowie polityczni. Demirtay - student, Kamo - fryzjer, wujek Küheylan i lekarza, przez dziesięć dni snują opowieści, przypowieści, legendy i parabole. Banalne, zabawne, iście dekameronowskie historie, choć wcale niesprośne. Mało o sobie, żeby nie kusić losu, żeby komuś w momencie przypalania stóp się nie wymsknęło. Słowa ważą tu więcej niż jedzenie. Puzzel po puzzlu, historia po historii wyłania nam się miejski obraz polifoniczny. Snują opowieści z minionego życia, odpychając ból i dręczące myśli. Wyobrażają sobie skręcanie papierosów, odgaszanie ich w popielniczce, popijanie raki i zajadanie się grillowanymi rybami. W tle Bosfor, zachody słońca, śmiech. Fantazja to jedyny sposób na ucieczkę w przyszłość. Oprócz dykteryjek, są też relacje z aresztowań, enigmatyczne wspominki tortur, te adresowane wprost do czytelnika, bo brutalne zderzanie wyimaginowanych drobnych przyjemności i oczekiwania na pewny ból, przemawia do obserwujących z dystansu.

Miasto jest w tej książce słabo majaczącym w tle bohaterem. Jest zlepkiem mitów, niemą dychotomią. Wydaje się tkwić w wiecznej schizmie: natrętnych korków, kosmicznych cen, biednych dzielnic tak pięknie opowiadanych z nostalgią, podziwem.

Sönmez jednoczy miasto rozciągnięte w czasie. Autor proponuje pisanie półsenne z pogranicza realizmu magicznego, w którym ostatnio słabo się odnajduję. To jedna z tych książek, o której można powiedzieć, że jej czegoś brakuje, choć technicznie jest bez zarzutu. Opisane poczucie strachu i niepewności przeraża, ale to nie wystarczy, aby przyciągnąć uwagę czytelnika przez kilkadziesiąt stron, aby wyryć się w w pamięci, aby zostać. Być może Napoleon miał rację twierdząc, że gdyby cały świat był jednym państwem, to Stambuł byłby jego stolicą. Nie sądzę jednak, żeby akurat ta pozycja stała się stołeczną biblią .

Stambuł, Stambuł” Burhan Sönmez, Wydawnictwo Książkowe Klimaty, Wrocław 2017




















Za książkę dziękuję Wydawnictwu Książkowe Klimaty



Jak mawiał Groucho Marx, czas pędzi jak strzała, a muszki owocówki lubią banany, czyli oficjalnie dobiliśmy do stacji WIOSNA, masowo r...


Jak mawiał Groucho Marx, czas pędzi jak strzała, a muszki owocówki lubią banany, czyli oficjalnie dobiliśmy do stacji WIOSNA, masowo rzucając się na witaminę D. Jedni uczcili ten moment rujnując delikatność w Chochołowskiej niczym hordy Hunów. Ja zrezygnowałam i triumfuje; w spokoju zaplanowałam kilka niezbędnych w kwietniu zakupów.

🎕

Od polskiego morza wieje ponownie przyjemny wiatr, niesie on tekst i muzykę. „Zapomniany walcAnne Enright, (Wydawnictwo Michała Alenowicza) dostępny już za 3 dni. Akcja powieści rozgrywa się w czasie irlandzkiego boomu ekonomicznego. Gina Moynihan, główna bohaterka i narratorka powieści, przedstawia czytelnikom fascynującą historię pożądania i zdrady… Czy o zdradzie małżeńskiej można jeszcze napisać oryginalną, świeżą książkę?



Jørn Lier Horst „Kluczowy świadek” (Wydawnictwo Smak Słowa) Historia prawdziwa. Preben Pramm leży martwy od tygodnia. Jest nagi, związany, a na jego ciele widać ślady wyszukanych tortur. Dom jest wywrócony do góry nogami, ale nie wygląda na to, żeby zabójcy znaleźli to, czego szukali. Pramm nie miał krewnych, przyjaciół i najwidoczniej żadnego kontaktu z ludźmi z zewnątrz. Jaka była tajemnica Pramma? Czemu musiał umrzeć w tak brutalny sposób?



Księga herbaty” Kakuzō Okakura, Wydawnictwo Karakter … Wydana po raz pierwszy w 1906 roku, do dziś zachwyca niezwykłym stylem, a jednocześnie ujmuje prostotą. Książka o historii i znaczeniu picia herbaty, wszystko w oparach filozofii, religii, estetyki Wschodu.



Szepty kamieni. Opowieść o opustoszałej Islandii” Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak, Wydawnictwo Znak … Autorzy prowadzą bloga icestrory.pl, gdzie opowiadają historie o opuszczonych miejscach. „Opowieści drugiego dna, ukryte za ścianami rozsypujących się budynków, gorzkich prawd i islandii, która choć „opuszczona” nie jest, ciągle jest samotną wyspą na oceanie, skrywającą wiele tajemnic.”


Opowieści tajemnicze i szalone” Edgar Allan Poe, Nasza Księgarnia … Solidna dawka niesamowitości, makabry oraz szaleństwa. Tajemniczy i przerażający świat w czterech historiach: „Czarny kot”, „Maska czerwonej śmierci”, „Żaboskoczek i upadek”, „Dom Usherów”. Piękne rysunki Grisa Grimly'ego.


„ Każdy mężczyzna ma jakiś Mit. Jeśli ten mit poznamy, potrafimy zrozumieć wszystko, co uczynił i o czym myślał .” Yeats Truman ...


Każdy mężczyzna ma jakiś Mit. Jeśli ten mit poznamy, potrafimy zrozumieć wszystko, co uczynił i o czym myślał.”
Yeats

Truman Capote - amerykański Proust, a może raczej mały terrorysta? W życiu poszukiwał lekarstwa na śledzącą go od dzieciństwa samotność i wyobcowanie. A przecież żył w tłumie, był duszą towarzystwa, aspirował wysoko. Nie chciało go wojsko (nawet Służba Kobiet Sił Lądowych (WAC)), w „The New Yorkerze” doczłapał jedynie do posady gońca, był cholerycznie przesądny, bał się skorpionów i nigdy nie nosiła zegarka. Poniżej kilka kolejnych smaczków dotyczących Trumana.

PISMA POŚWIĘCONE MODZIE
Truman najwyżej cenił „The New Yorkera”, to nim się zaczytywał, to w nim pragnął publikować, ale odmowy tylko się piętrzyły. Drzwi dla debiutu uchyliły dopiero kobiece pisma „Harper's Baazar” i „Medemoiselle”. Był to bowiem dość intrygujący i lekko zapomniany okres, kiedy „utwory najwyższej próby lądowały wśród reklam bielizny.” Ta wieloletnia współpraca zaowocowała także tym, że Truman przywiązywał ogromną wagę do wizualnego aspektu książek: kolor uobwoluty, układu graficznego.

PRZYJAŹŃ Z NELLE

Jedną z prawdziwych przyjaciółek Trumana była pisarka Harper Lee. Wychowywali się razem na dalekim południu USA, a później współpracowali zbierając materiały doZ zimną krwią”. „Łączyło ich coś silniejszego niż przyjaźń – wspólna udręka. Oboje doświadczyli bolesnego odrzucenia przez rodziców i oboje czuli się samotni. Zdaniem dziewczynek Nelle była zbyt szorstka, a w opinii chłopców Truman był zbyt miękki.

MISTRZ MISTYFIKACJI
Na skrzydle obwoluty jego debiutu „Inne głosy, inne ściany” umieścił fikcyjną notkę biograficzną, z której wynikało, że „pisał przemówienia dla (…) trzeciorzędnego polityka, był tancerzem na rzecznym statku, zbił niewielki majątek dzięki malowaniu na szkle, czytał scenariusze dla wytwórni filmowych, uczył się przepowiadać przyszłość...

KTO UKRADŁ FABUŁĘ?
Czytał dużo, niestety pominął wiele klasycznych dzieł literatury. Pisząc powieść „Inne głosy, inne ściany” wybrał się na nagrodzoną ekranizację „Wielkich nadziei” Dickensa. W środku seansu nagle krzyknął: „Boże kochany! Ukradli moją fabułę.”

PLOTKARZ
Truman lubił zamęt, który często sam prowokował. Był skłonny błaznować i wygłupiać się. Wmyślał historie o przyjaciołach, choć wiele z nich spowodowało rozpady związków i przyjaźni. Kiedy podróżował do Europy na długie miesiące, korespondował bardzo soczyście z przyjaciółkami z Manhattanu, ale jednak frustrował go brak świeżych dostaw plotek. Wynalazł zatem grę towarzyską, wersję Monopolu, zwaną MUŁ- Międzynarodowy Układ Łańcuchowy. Polegała ona na tworzeniu ciągów nazwiska osób, które coś łączyło. Chodziło oczywiście o połączenia najbardziej nieoczywiste, absurdalne. Mistrz konfabulacji. Wiele z tych „połączeń” zaczynało żyć własnym życiem.

KSIĄŻĘ NA WŁOŚCIACH
Niczym podglądacz i fotograf rejestrował bacznie wszystkie rozmowy i bez wysiłku wyciągał z rozmówców pikantne kąski z ich życia. Tak ofiarą Trumana padła Marlon Brando. Aktor, zwykle powściągliwy, zaprosił Trumana na kolację i … mówił nieprzerwanie przez ponad pięć godzin. „Sekret sztuki prowadzenia wywiadu (…) polega na tym, by pozwolić drugiej osobie myśleć, że to ona robi z tobą wywiad. (…) Opowiadasz jej o sobie i powoli tkasz swoją sieć, aż w końcu sama wszystko ci opowie.Tak świat dowiedział o tym jak Brando pogardzał aktorstwem, nikomu nie ufał i był głęboko poraniony przez alkoholizm matki. Poza tym to kawał dobrego dziennikarstwa.

Z ZIMNĄ KRWIĄ
Capote mówił, że gdyby wiedział ile zajmie mu praca nad tą książką i ile go będzie kosztowała, nie podjąłby tematu. Spędził sporo czasu w Kansas, gdzie popełniono zbrodnię, ale potem czekając na ostateczny wyrok sądu i wymierzenie kary, zwlekał z zakończeniem. To pierwsza powieść faktu: połączenie dziennikarskiej relacji i pisarskiej głębi. Ale pisanie jej o mało nie zabiło Trumana. Rozmowy z oskarżonymi (w tym celu przekupił polityków) i sama egzekucja nim wstrząsnęły.

PISANIE
Potrafił pisać w każdych warunkach. Tennessee Williams mówił, że „widok Trumana, który stara się skoncentrować, jest najbardziej przerażającym widokiem tego stulecia. (…) tak mocno zaciskał dłonie, zagryzał szczęki i mrużył oczy, że czasem napięty mięsień drgał mu na policzku. Potrafił skupić się wszędzie. Gdyby w sąsiednim pokoju wybuchła bomba, nawet by się nie poruszył.”

ZERO SPONTANICZNOŚCI
W życiu towarzyskim był fontanną pomysłów, jako pisarz niczym nie przypominał lustrzanej, dyskotekowej kuli. Był raczej księgowym, z góry wiedział jak będzie przebiegać historia jego książek, nie pozwalał sobie na żadne samowolne wypady pióra. Rozważał strukturę narracji, analizował godzinami napisane akapity, obsesyjnie sprawdzał wszystko, co napisał. Kiedy kończył książkę, uważał, że to najlepsze, co mógł napisać. Nie tolerował zmian.

KOBIETY
Nikt nie wielbił kobiet równie gorąco i nie był tak przez nie podziwiany jak Truman. Doradzała im co do zachowania, pracy, sposobu bycia, ubrania oraz spraw erotycznych. Marilyn Monroe. Elizabeth Taylor. Jacqueline Kennedy. Łabędzice. Gloria Guinness. Pamela Churchill. Nie do końca pociągały i interesowały go ich pieniądze, uroda, wpływy, bardziej ich historia.

O SOBIE
Nie jestem Proustem. Nie jestem tak inteligentny ani tak wykształcony jako on. Pod wieloma względami nie jestem tak wrażliwy, ale moje oko pod każdym względem jest równie przenikliwe jak jego. Pod każdym względem jest równie przenikliwe jak jego. Widzę wszystko! Nic mi nie umyka. To, co opisuję, jest prawdziwe i jest w najlepszym stylu literackim, jaki moim zdaniem może osiągnąć pisarz amerykański. Takie są moje ambicje. Są to duże ambicje. Gdyby Proust był Amerykaninem żyjącym teraz w Nowym Jorku, stworzyłby coś takiego.

Zachęcam do przeczytania biografii autorstwa Geralda Clarke'a „Truman Capote” Państwowy Instytut Wydawniczy. 


Za książkę dziekuje portalowi Łyk Kultury





„ Blogowanie nie jest pisaniem, tylko graffiti z interpunkcją ” mówi Elliot Gould do Juda Law w filmie Sodenberga „ Contagion - epi...


Blogowanie nie jest pisaniem, tylko graffiti z interpunkcją” mówi Elliot Gould do Juda Law w filmie Sodenberga „Contagion - epidemia strachu”. Nie ma się co oburzać, choć przy pierwszym słuchaniu brzmi kulawo. Trochę racji w tym stwierdzeniu jest, obie działalności są formą ekspresji. Jedna taguje mury, druga internetowe strony. Od dziennika (web log) do poradnika? drogowskazu? konfesjonału? ekshibicjonizmu? Blogowanie to dziś opowieść o polityce, ekonomii, modzie, książkach, lekach, muzyce latynoskiej, o czym tylko dusza zapragnie. Przestrzeń heterogeniczna. Recenzje, pomysły nażycie, opowiadania, porady, komentarze - puszczane w eter tworzą komory bezechowe. Teksty rozprzestrzeniają się w necie, rzucając wyzwanie banałom, zasiewając nutkę niepewności na gruncie zbytniej oczywistość. Zyskują uwagę dzięki niebanalności, czasem gniewowi i sprzeciwowi. Dają możliwość bliższej analizy lub po prostu dobrej zabawy. W 2012 roku, po aferze podsłuchowej w Wielkiej Brytanii, sędzia Lord Leverson, stwierdził w swym raporcie, że obecność bloggerów (w świecie nieuregulowanym prawnie) może nakłonić dziennikarzy do pisania historii dalekich od prawdy, aby poczytność, sławę i inne takie. Piąta władza? Twierdzenie, że blogi nie są prawdziwym pisaniem, to nadużycie, a poniższy wybór, w ramach #SHAREWEEK2017, tylko potwierdzi, jak cholernie dobre pióro mają niektórzy i jak wpływowe.



Miszong.pl
Mój ulubiony i najbardziej podziwiany blog. Chciałabym tyle wiedzieć i tak pięknie ubierać w słowa jak Monika Ochędowska, znajdować paralele i czarować obrazem. Autorska rzecz. Bardziej niż rzetelna. Bardziej niż uważna. Bardziej niż intymna. Esencja intelektualnego luksusu. Codziennie zmusza do pracy nad sobą, do wyglądania nowości, do gimnastykowania szarej masy. To takie miejsce w necie, bez którego mogłoby mi się nie chcieć.




Odkryty dość niedawno. Kulturalnie, z lekkim skrętem w stronę frankofilską, ale tylko momentami. Lubię ten spokój, słowną elegancję, jaki wprowadza autorka do każdego posta, a przez to do mojej głowy. Wyważone opinie, dające szansę, bez nadętych pochwalnych blurbów. Zapuszczanie się, może jeszcze trochę nieśmiało, w zupełnie nowe dla mnie rejony: do świata Nicolasa Mirzoeffa, czy sztuki wizualnej Houellebecqa (tego Houellebecqa). Poproszę o więcej i więcej Paryża!


zacofany-w-lekturze.pl

Kiedy kilka miesięcy temu link do tej strony przestał działać, a jedyne, co kuło mnie w oczy była wiadomość: STRONA NIE ISTNIEJE. Uruchomił się tryb paniki. To chyba ten moment, w którym człowiek uświadamia sobie uzależnienie. Piotr Chojnacki, ujmuje mnie bezpretensjonalnością, szczerością i poczuciem humoru. Pełno u niego wygrzebanych z bibliotecznej półki lektur, zdecydowanie poza mainstreamem, w antykwariatowych okładkach. Wyndham, Wernic, Minkowski, Marinina. Zdarzają się tytuły modne: Varga, Waters, Winterson. Być może zniknięcie strony to tylko projekcja lęków. Nie znikaj nigdy!