pixabay.com W tym tygodniu o współpracy gigantów, czyli jak blisko jesteśmy spersonifikowany...


pixabay.com

W tym tygodniu o współpracy gigantów, czyli jak blisko jesteśmy spersonifikowanych, cybernetycznych szaf? O magnetyzmie Greya, kawowych impresjach Włoszki, smutku, rysunkowych enigmach. I spora porcja fotograficznych refleksji - World Press Photo.

POPATRZ


Węgierski rysownik Gergely'ego Dudása aka. Dudolfa, ujął mnie rysunkami z cyklu „znajdź”, publikowanymi na swoim profilu na FB. Teraz wydaje książkę, która ukaże się we września 2017 roku. Do odszukania gadżety na misiowe bożonarodzeniowe przyjęcie.




Nad rozlanym mlekiem płakać nie trzeba, a nad rozlaną/rozsypaną kawą można się pozachwycać. Giulia Bernardelli, 27-latka z Włoch stawia na spontaniczność i wymalowuje obrazki z rozlanego espresso. Cuda instagramowe @bernulia



Kulturą w płot o foto-manipulacjach Aleksieja Kondakowa, łączących znane obrazy oraz fotografie ze współczesnego Kijowa. Ukraiński fotograf przez (...) wyraźnie oszlifował swoje umiejętności, gdyż sposób w jaki łączy przeszłość (czy też fikcję) ze współczesnością niemal w ogóle nie trąci sztucznością. Stworzone przez niego kolaże wyglądają niemal jak strzelone z ukrycia przez paparazzich fotografie nagle wskrzeszonych i funkcjonujących w naszym świecie dotychczas dwuwymiarowych indywiduów.LINK


Google zaczyna współpracę z H&M. „Owocem (...) mają być w pełni spersonalizowane sukienki, których projekty będą powstawały za pomocą aplikacji Coded Couture. Jej zadaniem jest śledzić poczynania użytkowniczki – gromadzić dane o miejscach, w których bywa, aktywności fizycznej, jaką podejmuje, a także o pogodzie, jaka jej towarzyszy – i na tej podstawie ustalać jej preferencje. To z kolei pozwoli dobrać odpowiedni krój sukienki, jej grubość czy materiał, z jakiego jest wykonana.LINK

CZYTAJ

Jeden z moich ulubionych blogów, „z zacięciem komparatystycznym”, tym razem o „zimnej fali smutku.” Książki Halber, Fiedorczuk, Pleijel i Franczak. LINK


Uwaga! Będę zachęcać do poczytania o ... ciemnej stronie Greya i o tym na czym polega fenomen produkcji zewsząd krytykowanej i miażdżonej, wciąż uwielbianej i omawianej. Joanna Pachla "Ciemniejsza strona Greya- dlaczego nie musi Ci się podobać ten film?".

foto virginradio.fr


MYŚL


60ty konkurs World Press Photo zakończony. Zwycięzców wyłoniono z ponad 80,408 nadesłanych fotografii. Zwyciężył Burhan Ozbilici i obraz Melvüta Mert Altintaşa, 22-letniego policjanta, tuż po tym jak zabiła rosyjskiego ambasadora. Człowiek stojący krawędzi i ciągnący za sobą świat. LINK





foto. Lukas/pexels.com Zapowiedzi wielu wydawców oraz ich speców od marketingu, o kolejnej r...

foto. Lukas/pexels.com

Zapowiedzi wielu wydawców oraz ich speców od marketingu, o kolejnej reinkarnacji Garcii Márqueza, to póki, co zwykłe kłamstwa, choć bardzo filuterne. Metkę sukcesora przylepia się zwykle komuś z nagrodą, wywodzącemu się oczywiście z latynoamerykańskiej rodziny, asystentowi, wychowankowi, pomocnikowi mistrza i jeszcze namaszczonemu na przykład przez Llosę. Całe to zamieszanie z Marquezem wskazuje na nieznajomość realiów literackich tamtych rejonów, gdzie chce się uciec od konwencji realizmu magicznego i przyjść z czymś nowym. A czytelnik europejski nadal oczekuje wzniosłości żywiołowych kolorów, zaskakujących smaków i wibrujących emocji. Oczekuje?

Przeczytałam książkę kolejnego pretendenta do tronu - Juana Gabriela Vásqueza, „Reputacje”. Główny bohater powieści, Javier Mallarino, karykaturzysta i satyryczny komentator życia politycznego Kolumbii, obchodzi właśnie czterdziestolecie pracy. Doczekał się własnej karykatury na znaczku pocztowym, strzelił mowę, w której wyłożył podstawowe wartości jakimi kieruje się w pracy. Zawodowo osiągnął wszystko. Triumfował, a nic bardziej go nie uskrzydlało niż sukces i uznanie. Zamieszkał poza miastem, bez komputera, za to ze stosem papierowych gazet i swoimi życiowymi, sztywnymi zasadami, stawiając na moralny absolutyzm i na spokój ducha. Człowiek groteska. Jego życie wydało mi się … świetnie wykrochmaloną koszulą, szeregiem skrupulatnie zaplanowanych czynności, przyzwyczajeń, inspirujących sentencji. Biurko, and nim karykatura mistrza Ricardo Redona, żeby nie zapomnieć co życiu najważniejsze – miód i ostrze. Jak w sterylnym pomieszczeniu bez klamek, stworzonym dla człowieka pysznego i święcie przekonanego, że żyje dobrze … ze sobą. I my w to od początku wchodzimy, zadowoleni, nie podejrzewamy niczego. Pojawiają się pierwsze pogróżki, wszak polityk żyje, gdy się o nim mówi, gdy się go rysuje również. Javier, w przeciwieństwie swojej małżonki, nie boi się anonimów, woli podziw, chełpi się swoją nieugiętością - szczerość w czasach przemocy. Triumf i szczęście, a po czterdziestu latach koronacja buntu.

Pewnego dnia pojawiała się tajemnicza blogerka, Samanta Leal, rozsiadała się brutalnie na tym cudownie wykrochmalonym ubranku. Się pogniotło, a może tylko zmarszczyło? Dziewczyna to była koleżanka jego córki z dzieciństwa i przywołuje pewne zdarzenie, które miało miejsce lata świetne temu, którego ona nie pamięta i które, jak się okaże zostało mętnie zapamięta przez wielu. Pewnego wieczora dwie małe dziewczynki straciły przytomność, spiwszy resztki alkoholu z kieliszków, a potem pewien senator wyskoczył przez okno.
Kiepską masz pamięć, jeżeli działa tylko wstecz.” - mówi Królowa do Alicji, a Vásqueza chętnie ją cytuje, pisząc powieść o tym czym jest nasza pamięć i niepamięć i jak obie płataj figle. Temat ciekawy, można by pójść drogą rozważań o wolności słowa, albo artystycznej wiarygodności w zderzeniu z pragnieniem uznania. W Kolumbii tyle się działo politycznie, militarnie, gangstersku, a tu ani słowa. I co tu dużo pisać to zła książka była, a czytało się ja bardzo dobrze. Zła, bo pourywana; zła, bo wątki pogubione, nieumotywowane, do tego dziwnie płaskie dialogi. Próbowałam zrozumieć to jako grę i igraszki z czytelnikiem, ale to żadne tam nieokreśloności, to brak sensu. Zaskoczę was czymś jeszcze: nie ma w tej książce grama realizmu magicznego, ale to jakby jasne było od początku.


Juan Gabriel Vásquez, „Reputacje”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015

gratisography.com/ Zabieganie o względy płci przeciwnej to trudna robota. Nigdy jej nie lubi...

gratisography.com/

Zabieganie o względy płci przeciwnej to trudna robota. Nigdy jej nie lubiłam, bo zwykle wychodziło mi to pokracznie i wdeptywałam w kupę. Zadzowni, oznacza nie zadzwoni. W zasadzie to nie kocha od czwartku, ale zapomniał powiedzieć. Jest mu fajnie, ale może nie aż tak. Nie tesknię. Moje pasmo związków przedMarcinowych stanowi podręcznik na temat tego, czego się wystrzegać, gdzie się nie przytulać, w co nie wierzyć i że hormony zalewają mózg czymś znacznie mocniejszym niż LSD, zaś kac po takiej jeździe ciągnie się nieprzyjemnie długo. Być może wraz z tymi wszystkimi doświadczeniami prysła moja wiara w romantyzm i bajkowe zakończenia. Do Walentynek (ale też wszelkich rocznic) mam bardzo ambiwalentny stosunek, wolę banał, czyli codzienne motyle w brzuchu. Idąc więc na przekór landrynkowym trendom i społecznościowym słodkim słodkościom, specjalnie dla Was czternaście cytatów, które ułatwią przełamanie lodów, usprawnią zaciągniecie do łóżka, a być może nawet rozpocz romantyczny, wyjątkowy związek, czyli żyli długo i szczęśliwie.

🌟

KAWA NA ŁAWĘ
Seks jest jednym z dziewięciu powodów reinkarnacji. Pozostałych osiem jest bez znaczenia”
HENRY MILLER „SEXUS”

Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
OSCAR WILD „PORTRET DORIANA GREYA”

Nie wiem co mam powiedzieć, aby zaciągnąć cię do łóżka. Ale może założymy, że już to wszystko powiedziałem? Bo w sumie jest to rozmowa o wymianie płynów ustrojowych, tak? Więc może przejdźmy od razu do seksu.”
RUSSEL CROWE W „PIĘKNYM UMYŚLE”

Doceniam to całe uwodzenie, ale powiedzmy sobie szczerze: jestem pewniakiem
JULIA ROBERTS „PRETTY WOMAN”

🌟

GIERKI, GIERKI
Otwórz oczy i spójrz na mnie. Nie, nie pocałuję cię. Ale to ci potrzebne. I to bardzo. Ktoś powinien cię całować. Ktoś kto potrafi.
CLARK GABLE W „PRZEMINĘŁO Z WIATREM”

BIERZ SPRAWY W SWOJE RĘCE
Będziesz udawał mojego chłopaka?
PATTI SMITH „PONIEDZIAŁKOWE DZIECI”

ROMANTYCZNIE I PIKANTNIE I TĘSKNIE
Chcę z tobą robić to, co wiosna z czereśniami.
PABLO NERUDA „DWANAŚCIE PIEŚNI O MIŁOŚCI I JEDNA PIEŚŃ ROZPACZY”

Tęsknię do Ciebie przez stół, przy którym siedzimy, tęsknię z fotela na fotel obok, w teatrze czy w kinie...
AGNIESZKA OSIECKA „LISTY NA WYCZERPANYM PAPIERZE”

🌟

...UWODZICIEL
Była to miłość od pierwszego wejrzenia, od ostatniego wejrzenia, od każdego, wszelkiego wejrzenia
VLADIMIR NABOKOV „LOLITA”

Zakochiwałam się w nim tak, jakbym zapadała w sen: najpierw powoli, a potem nagle i całkowicie
JOHN GREEN „GWIAZD NASZYCH WINA”
🌟

POZWÓL JEJ DZIAŁAĆ
Kiedy kobieta postanawia przespać się z jakimś mężczyzną, nie ma takiego parkanu, którego by nie przeskoczyła, fortecy, której by nie zdobyła, ani jakiejkolwiek normy moralnej, której nie byłaby gotowa złamać: i nie ma takiego Boga, który by ja powstrzymał.
GABRIEL GARCIA MARQUEZ „MIŁOŚĆ W CZASACH ZARAZY”

🌟

SPOSÓB NA BYŁĄ/-ŁEGO
Nie proszę, żebyś mnie kochał zawsze, lecz żebyś zapamiętał. W głębi mnie zawsze gdzieś będzie ta istota, którą jestem dziś wieczorem.
FRANCIS SCOTT FITZGERALD „CZUŁA JEST NOC”

🌟

RÓŻNE ŚWIŃSTWA
Ha! Tak żyć w barłogu
Kazirodczego łoża gnić w sprośności,
z śmietnika rozkosz chłeptać
WILIAM SHAKESPEARE „HAMLET”

Seks nie jest dla higienistów. Seks jest wymianą płynów i fluidów; seks to ślina, zdyszany oddech, ostre zapachy, mocz, sperma, gówno, mikroby i bakterie. Albo nie ma seksu. Jeśli seks ogranicza się do czułości, eterycznych nastrojów i uduchowienia, jest tylko nudną i jałową parodią tego, czym mógłby być. Jest po prostu niczym.”
PEDRO JUAN GUTIERREZ „BRUDNA TRYLOGIA O HAWANIE”

www.pixabay.com „ W karnawale, wszyscy bardzo lubią bale ...” pisał Brzechwa, a główna bohat...

www.pixabay.com

W karnawale, wszyscy bardzo lubią bale...” pisał Brzechwa, a główna bohaterka jego bajki zorganizowała przedni raut w domu znajomego szerszenia. Bardzo sprytnie: wysłanie zaproszeń, zadbanie o toaletę i … o resztę niech się martwi nieświadomy gospodarz. Nie trzeba od razu sięgać po tak radykalne pomysły na imprezę, bo literackich inspiracji i jest bez liku. Oto kilka z nich.

WESOŁE MIASTECZKO JAYA GATSBY'EGO
Pierwszy melanż będzie miał miejsce w latach dwudziestych XX wieku. Przygotujcie gruby portfel, zadbajcie o rozmach i nie martwcie się prohibicją, to era rozluźnienia. Po pierwsze chata, najlepiej gdzieś nad jeziorem, z bajecznym widokiem. Pamiętajcie, że na waszą imprezę zaproszeń nie będzie, po prostu się przychodzi. Każdy chce u was być.
Przyjęcie będzie W-Y-S-T-A-W-N-E, a nawet niewiarygodnie luksusowe, coś z pogranicza rozpusty finansowej. Zamówcie skrzynie pełne egzotycznych owoców, u Gatsby'ego były to cytryny i pomarańcze, ale jak na bogato to na bogato. Karambola, kumkwat, persymona, passiflora. Dalej na stołach szynki w sosach korzennych, sałatki (w tym Cesara, wynaleziony właśnie wtedy), zapiekane kiełbaski i ptactwo. To podobno były proste hors d'œuvre, miały wszak stanowić tylko tło dla lejącego się alkoholu. Gin, likiery, koktajle - miksologia na całego, do tego wszechwładny szampan, który leje się strumieniami. To bardzo ważna zasada tych przyjęć: brak umiaru. Na godnym miejscu orkiestra i sączący się jazz. „W letnie noce z domu mojego sąsiada dobiegała muzyka.” Rezerwujcie cały weekend!



REŻYSEROWANA IMPROWIZACJA U TIFFANY'EGO
W „Śniadaniu u Tiffany'ego” Truman Capote opisał słynną imprezę u Holly, jako cocktail party, czyli wpuszczamy gości i zapewniamy im samoobsługę, stanie i podrygiwanie. Taki bankiet odbywa się w ściśle określonych ramach czasowych, co daje nam pozorną kontrolę nad towarzystwem. Kobiety w małych czarnych, ze sznurem pereł na szyi, na głowach koniecznie fryzury ule. Panowie w wąskich garniturach, wybrani z pirackimi opaskami na oczach. Pamiętajmy, że w wersji kinowej, reżyser nie pozostawił w slapstickowej „improwizacji” miejsca na bezplanowość: zatrudnił prawdziwych aktorów, dbał o układ rekwizytów, kłótnie, zdejmowanie obuwia, szczypanie w tyłek, upadania na twarz, podpalenie kapelusza. Można to i owo wyreżyserować, tego i owego wtajemniczyć, odegrać scenki, gagi. Jedno jest pewne, trzeba dbać o atmosferę, pozwalać na absurdalne i śmieszne rzeczy, stawiać na humor, dolewać szampana robić z niego koktajle. Kir i Kir Royal pomogą biesiadzie wyjść poza swoje ramy … do tygodnia!



KIEDY DOBRO POTRZEBUJE ZŁA, BAL STU KRÓLÓW U WOLANDA

Bal a la Woland stawia na czarną magię, drastyczne zaskoczenie, rewitalizowanych umarlaków i pokornych grzeszników. Na zaproszeniu pojawi się tajemnicza gospodyni Małgorzata, jeśli akurat nie macie pod ręką takiej, ktoś na ten wieczór musi się przechrzcić. Przed balem gospodyni funduje się SPA, masaże, maści, błota i maskę z krwi, która ją ożywi, doda energii, wszak musi powitać każdego gościa. Bez wyjątku.
Bal odbywa się w obłędnej scenerii, choć to tylko wrażenie, na koniec i tak wyda się, że to tylko M-3, więc zadbajcie o iluzję. Najpierw przejście przez tropikalny las, pełen papug i barwnych motyli, a potem kaskady i ściany białych tulipanów, czerwonych, różowych i mlecznobiałych róż, japońskich kamelii. Z klasą jak widzicie. Obsługę stanowią nadzy murzyni z czerwonymi turbanami na głowach i w srebrnych opaskach na biodrach.
Teraz napoje. W oryginalnej wersji czerpano je wprost z basenów, co może stanowić pewnie utrudnienie, zwłaszcza, że zima w tym roku godna jest swojej nazwy, a większość z nas może co najwyżej sięgnąć po wersję plastikową zbiornika z Tesco, a to już nijak ma się do klasy. Postawmy na wazy w trzech kolorach wypełnione szampanem, winem i spirytusem. Mozaikowa posadzka ugina się pod stopami tańczących, których zabawia stu pięćdziesięcioosobowa orkiestra dyrygowana przez Johanna Straussa. Tu opcja bardziej nowoczesna i mniej turpistyczna: zaproście Walerija Giergijewa. Tańce mroczne i lekko makabryczne.
Jeśli nie znacie osobiście Kaliguli, Messaliny, dzikich kurtyzan, niewiernych żon i morderczyń, dzieciobójców, trucicielek i trucicieli, samobójców, książąt, królowych lub nie wiecie jak wejść w bliski kontakt z zaświatami, dopiszcie na zaproszeniu, że kostiumy mile widziane.
Gospodarz pozostaje w cieniu na początku zabawy, ale czuć jego ducha. To specjalista od czarnej magii, diabeł, którego nie sposób nie lubić. Żaden tam ogon i rogi, czy zapach siarki, ale mężczyzna elegancki, oczytany, błyskotliwy, jadający śniadanie z Kantem. Brunet (yam!), jedno oko ciemne, drugie zielone. To facet po sesji w solarium (sic!), w drogim garniturze, podróżujący to tu to tam. Szatańskość to nie wygląd, a charakter i … intrygująca świta. W wersji sado-maso można pokusić się o pokazanie jednak pełni perfidnych możliwości i zaaplikować tortury wybranym gościom, wszak to nie aniołki. Dobro i zło nierozerwalne. Idealna inskrypcja na zaproszenia:Bądź tak uprzejmy i spróbuj przemyśleć następujący problem- na co by zdało się twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie? Przecież cienie rzucają przedmioty i ludzie. Oto cień mojej szpady. Ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. A może chcesz złupić cała kulę ziemską, usuwając z jej powierzchni wszystkie drzewa i wszystko, co żyje, ponieważ masz taką fantazję, żeby się napawać niezmąconą światłością? Jesteś głupi.” Ciekawe kto przetrwa?




URODZINY BILBO BAGGINSA
Pan ekscentryczny urządza urodziny, z których planuje się wymknąć i spędzić resztę życia na emeryturze. Jedno jest pewne, trzeba zaprosić wszystkich znajomych, jakkolwiek definiujecie znajomość. Polecam posta na Facebooku, przyjdą znajomi znajomych. Po drugie, trzeba zadbać o prezenty dla wszystkich gości i nie spodziewać się z byt wiele dla siebie. Po trzecie będzie to potężna wyżerka, suta kolacja. Nakupujcie grzybów (wersja halucynogenna dla kamikadze), nagotujcie gary zup, napieczcie mięsiw, nabądźcie ogórki konserwowe, sery, warzywa, owoce, ciasta i tarty głównie jagodowe i jabłkowe (szykujcie też tort, namiastka urodzin), oraz dzbany kawy, herbaty i wina. Zakończcie wszystko sztucznymi ogniami, ale nie tak jakimiś zimnymi podróbkami, nie rozbłyskami, a prawdziwymi, ogniowymi animacjami. Zadbajcie o nastrojowe oświetlenie, małe latarenki i świece. Niech gra muzyka, niech będą tańce i zabawy. Przygotujcie mowę. Tak to ważny punkt zabawy, wszak to pożegnanie. Nie zapomnijcie zniknąć!

TAM GDZIE SENS NIE MA SENSU, CZYLI KAPELUSZE, KRÓLIKI I SUSŁY
Herbatka u Kapelusznika to impreza, na która trudno czuć się zaproszonym. Bajkowa sceneria, gdzieś w konstelacji białego królika, a może na obrzeżach ogrodu królowej psychopatki, gdzie trawę już pomalowano. Ogromny stół nakryty do podwieczorku i bez miejsca dla nowo przybyłych. Wyłączmy zegary, ale niech będą wszędzie, tylko po co nam wiedzieć, który mamy miesiąc, rok, czy dzień? Po co nam czas? Postawmy mnóstwo szklanek, kubków, filiżanek. Zastawy musi być więcej niż uczestników, nie ma czasu na zmienianie, na zmywanie, można się tylko przesiadać. Zadawajmy zagadki, na które odpowiedzi nikt nie zna, a jeśli zna to jest ona absurdalna. Uwaga na różnice zdań, nikt nie chce kłótni. Pijmy wino, którego nie ma. Sięgajmy po jedzenie podpisane małymi karteczkami „zjedz mnie”, mogą to być zwykłe kanapki z ogórkiem, kto wie jaką mają moc. Wszyscy obowiązkowo zakładają uśmiech kota z Cheshire, poddają się niezwykłej kolei rzeczy w bezczasie.



BAL WYPRAWIĘ, LECZ NIE U MNIE
Na koniec wracamy do pchły Szachrajki, która słynęła ze sprytu, czaru osobistego i pomysłowości. Bal jak najbardziej, ale nie we własnym domu. Najlepiej u sąsiada. Niech to ona martwi się o muzykę i przystawki (mogą być nawet placki ziemniaczane). Gdybyście padli ofiara cudzej pomysłowości, no cóż improwizujcie! Stawiajcie na zupę nic albo makaron z resztkami, może tradycyjne polskie paluszki. Jeśli sami planujecie wydać taką imprezę, pomyślcie dobrze, kto ma zawsze pełną lodówkę albo jest mistrzem z robieniu dań z niczego, które smakują obłędnie. Mam taka sąsiadkę! Nie rzucajcie się w oczy i bawcie się dobrze. 





www.pexels.com Takie liczby: dziesięć, blisko pół miliona, jeden. Wszystkie odnoszą się do...

www.pexels.com


Takie liczby: dziesięć, blisko pół miliona, jeden. Wszystkie odnoszą się do człowieka, wszystkie wiążą się z Syrią i wywołują oburzenie. Szybko zapominamy, że każdy jest skądś, że każdy niesie w sobie historię ze wschodu, za zachodu, z północy lub południa i, że może kiedyś będzie musiał ruszyć w drogę. Tak tylko mówię. W tym odcinku o podróżach. Nowa-stara Hameryka. Luzacka Szwecja. Animacje z Brooklynu. Zagadkowa Holandia i boskie Rio.


Budweiser jak co roku wykupił slota w czasie Super Bowl. Ich reklama przypomina historię Adolphusa Buscha i jego podróż z Hamburga przez ocean. Bardzo na czasie i z amerykańskim snem w tle.

 

A co słychać w Szwecji? Na pewno ciszę, podmuchy wiatru i ...spokój. A co to ma do nas, podobno tak wyjątkowych i stworzonych do jakiejś tam misji na świecie? Generalnie staraj się nie być bucem, żeby nie powiedzieć – kutasem, dla innych. Polsko, piękny kraju topiony w smogu – wrzuć na szwedzki luz.O tym u Hakierki. LINK


Pieter Bruegel (starszy) namalował obraz ukrywający ponad sto przysłów. Symbolika kolorów, przedmiotów, zwierząt itd. Powodzenia! LINK

♬ 

Rachel Ryle (@rachelryle), artysta samouk, który swoimi kredkami i podklatkowymi animacjami, porusza mój świat. INSTAGRAM 



Na koniec Brazylia. Paul Kurucz i grupa Kolor Art Collective. Razem tworzą rytmy, w których sambie towarzyszą splendor i śmieci. Ich celem jest wybudzenie ludzi ze zbytniego konformizmu, kwestionowanie definicji słowa „normalny”, sprzeciw wobec wydawanym z góry osądom, dogmatom, uprzedzeniom. LINK 

foto. Paul Kurucz Obama

www.pixabay.com Moje doświadczenia z pomocą domową pozostają czysto literackie i popkultur...

www.pixabay.com

Moje doświadczenia z pomocą domową pozostają czysto literackie i popkulturowe. Wszystkie one potwierdzają teorie, że a.) ideały nie istnieją, b). zamiast na zbawiciela może trafić na szarlatana. Weźmy Mary Poppins wzorcowy i bezkonkurencyjny, z punktu widzenia dziecka, model niani i opiekunki, ale dla dorosłego model jakże szorstki i momentami okrutny. Któż jednak nie chciałby nią być i podsiadać wszystkie te magiczne umiejętności - wjeżdżanie na pięterko po poręczy, odfruwanie w podróż dokoła świata w dowolnym momencie, pochłanianie posiłków unosząc się nad podłogą. Niestety nadchodzi dzień, w którym zmienia się wiatr i Mary odchodzi…. Może zastąpi ją Niania Frania? Przekraczająca granice swobodą stroju i nastawienia, zajęta uwodzeniem, w zależności od wersji, pana Sheffielda lub Skalskiego. Ale zjednuje sobie sympatię wszystkich domowników i realizuje swój amerykański sen. Jest też Rosie robot uratowana ze szrotu przez rodzinę Jetsonów. Żaden tam model hi-tech, ale prawdziwie dobra opiekunka i pomoc, zawsze służąca dobrym słowem. I wreszcie Amelia Bedelia bohaterka, wydanej właśnie przez Wydawnictwo Literackie serii książek Peggy Parish.


Amelia jest bezpretensjonalnie zabawną postacią. Przybywa do domu państwa Roger znikąd. Nie posiada żadnych referencji, nie ma też supermocy, no może oprócz jednej ... piecze zachwycająco bajeczne bezowe torty cytrynowe. To ważna umiejętność, zwłaszcza kiedy przez przygotowanie porcji steku czy kurczaka rozumie się, przebranie mięsa w fikuśne szatki, a przez zdjęcie zasłon, zrobienie im fotografii. Tak, Amelia może się poszczycić ową groteskową dosłownością i niefrasobliwością w odbiorze komunikatów, przez co jej historie pełne są absurdalnych sytuacji i nieporozumień. Amelia ma jednak wiele zalet, które rekompensują jej „błędy”: naiwność, pracowitość, urok osobisty. Być może czytelnik podobnie jak Rogerowie odkryje, że problem nie tyle tkwi w Amelii, ale w kierowanych w jej stronę prośbach i komunikatach. Bo jak radzić sobie w krainie idiomatycznych wyrażeń, homofonów, homonimów i gierek słownych.

Peggy Parish była nauczycielką, ale w pracy ponad wszystko interesowała ją kreatywność, dlatego zaczęła sama tworzyć materiały na swoje lekcje. I pomyśleć tylko, że kompletnie nie leżało jej pisanie, tymczasem napisała ponad trzydzieści książek, w tym dwanaście poświęconych Amelii. „Dzieci nie będą czytały tego, co ich nie interesuje” mówiła. Aby pokochały czytanie, muszą to robić dla przyjemności, w swoim tempie, bez przesadnego analizowania.


P.S. Wspaniałe tłumaczenie Wojciecha Manna!


Peggy Parish „Amelia Bedelia”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017



www.pexels.com/Aaron Burden W radosnym muzycznym filmie „Trolle”, Poppy oraz jej pobratymcy r...

www.pexels.com/Aaron Burden
W radosnym muzycznym filmie „Trolle”, Poppy oraz jej pobratymcy ratują arkadię przed odwiecznymi wrogami Bergenami. Jest tak optymistycznie i przyjaźnie, że najgorszemu podpieraczowi dyskotekowych ścian dygnie bioderko. Ja na szczęście nie muszę nikogo ocalać, do tego bardziej nadaję się do roli Mruka niż DJ Suki, ale w tej właśnie chwili jestem w mojej małej kranie szczęśliwości i bardzo chciałam tu jeszcze pobyć, bo ona pozwala mi ocalać siebie. Jest tu w zasadzie wszystko co daje poczucie zimowej wolności i wspaniale wietrzy głowę: śnieg, góry i narty. Czy czytam? Oczywiście. Momentami. Wieczorami. Ale w tym miesiącu wybrałabym to:


Maja Wolny „Księgobójca”, Czarna Owca … Miłość do książek staje się obsesją, miłość do kobiety zbrodnią.




Marian Pilot „Niebotyki”, Wydawnictwo Literackie … „Autor nie po raz pierwszy obraca w niwecz nasze wyobrażenia o granicach możliwości ekspresyjnych prozy.




Keith Houston „Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski”, Wydawnictwo Karatker …Czy wynalazek papieru miał jakiś związek z intrygami na chińskim dworze? Dlaczego w dziewiętnastowiecznej Anglii chowanie zmarłych odzianych w lniane szaty uznawano za niepatriotyczne? Jak dotkliwa kara groziła skrybom, którzy nie wywiązywali się ze swych obowiązków? Czy baczne obserwowanie pracy konduktora pociągu mogło mieć jakieś skutki dla rozwoju drukarstwa?”




B.A. Paris „Za zamkniętymi drzwiami”, Albatros … Wyobraź sobie uroczystą kolację w (...) idealnym domu, miłą konwersację, kolejne kieliszki dobrego wina. Oboje wydają się w swoim żywiole. Przyjaciele Grace chcieliby zrewanżować się lunchem w przyszłym tygodniu. Ona chętnie przyjęłaby zaproszenie, ale wie, że nigdy z nimi nie wyjdzie. Ktoś mógłby spytać, dlaczego Grace nigdy nie odbiera telefonów, nie wychodzi z domu, a nawet nie pracuje. I jak to możliwe, że gotując tak wymyślne potrawy, w ogóle nie tyje? I dlaczego w oknach sypialni są kraty? Doskonałe małżeństwo czy perfekcyjne kłamstwo?”




Jacek Ostrowski „Ostatnia wizyta”, Od deski do deski5 czerwca 1970 roku na trwałe zapisał się w historii polskiej kryminalistyki. Tego dnia doszło do tajemniczego porwania. Sprawa już od początku budziła duże kontrowersje, a wiele pytań do dziś pozostaje bez odpowiedzi.




Paul Theroux „Szczęśliwe wyspy Oceanii”, Czarne … Theroux jak nikt inny czujnie wyłapuje absurdy otaczającej go rzeczywistości. W swojej najnowszej książce zabiera nas w miejsca, w których życie toczy się niczym w Stanach Zjednoczonych kilka dekad wcześniej.”




Karol Maliszewski „Przypadki Pantareja. Wiersze dla małych i dużych”, Warstwy … „Książka zachwyca pod każdym względem. Wydana w formie leporello w pierwszej kolejności przykuwają uwagę formą, jak i kolorowymi ilustracjami. Grafiki Banacha, niebanalne, z jednej strony utrzymane są w konwencji charakterystycznej dla tego twórcy, z drugiej korespondują z wplecionymi między nie wierszami.  I to właśnie teksty autorstwa Maliszewskiego sprawiają, że od książki nie sposób jest się oderwać. Napisane z niezwykłą dbałością o rytmikę frazy, zabawne, momentami przechodzące w gry słowne, sprawiają autentyczną przyjemność z czytania tak dorosłym, jak i dzieciom.”



Tiffany Watt Smith „Księga ludzkich uczuć”, W.A.B. … „Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak opisać to cudowne uczucie, kiedy w zimną zimową noc siedzisz w przytulnym miejscu otoczony przyjaciółmi i dobrym jedzeniem (Holendrzy mówią na nie gezzelig)? Albo jak to się stało, że dawniej nostalgię traktowano jak śmiertelną chorobę, a dzisiaj myślimy o niej jak o nieszkodliwym sentymencie.